niedziela, 14 października 2012

"Live While We're Young" cz. 8

***

   Taksówkarz bezpiecznie dowiózł mnie na miejsce. Domek, w którym miałam mieszkać nie był duży, ale bez problemu pomieściłaby w nim się 6-cio osobowa rodzina. Od zewnątrz miał białe ściany, niżej pokryty był odsłoniętą cegłą. Miał orzechowe, szerokie drzwi i był 1-piętrowy.
   Byłam pewna, że klucze, które dostałam od rektora mam spakowane gdzieś do walizki. I nie myliłam się. Trzy klucze na breloku przetrwały podróż w najmniejszej przedniej kieszonce. Szybko otworzyłam moje nowe tymczasowe mieszkanie, żeby iść już wreszcie spać. Z trudem "dopełzłam" do dużej, nowoczesnej sypialni i jakby nigdy nic, zwaliłam się na łóżko i od razu zasnęłam

***
Obudził mnie telefon Nawet nie miałam siły, popatrzeć, kto dzwoni:
-Halo?
-No hej Annie! Jak tam podróż? Jesteś już w domu?
-Hej... Ale... Z kim rozmawiam?
-Annie, co z tobą...? Tu Lou... :)
-A, sorry. Wiesz... Spałam. Dopiero co wróciłam z lotniska i od razu zasnęłam.
-Czyli twój samolot się spóźnił?
-Nie, nie! Wszystko było na czas!
-No to... Wylądowałaś na Heathrow?
-Tak...? Czemu pytasz?
-Hahaha- Louis zaśmiał się- Ty wiesz, że już jest 10 rano, prawda?
-CO!?
-No tak! Myślałem, że już nie śpisz...
-O Boże... Taka byłam zmęczona, że spałam aż do teraz, a gdybyś mnie nie obudził, spałabym jeszcze dłużej. Dzięki ;)
-Annie...-Powiedział szeptem- Cholernie za tobą tęsknię, proszę, spotkajmy się...
-Louis... Mam do ciebie sprawę.-Bałam się spytać go o ten zespół, bo sama nie wierzyłam, że on naprawdę może być super gwiazdą. Od dziecka miał piękny głos, którym zachwycała się moja mama. Zawsze mówiła coś w stylu: "Aniu, posłuchaj, jak ten Louis pięknie śpiewa! Ach, cudownie!"
-Tak? Jaką sprawę?
-Mam pomysł. Przyjedź około południa pod London Eye. Musimy pogadać.
-O której?
-O 12.
-Dobrze... Będę, obiecuję.
-Świetnie! No, to do zobaczenia.
-Pa, będę tęsknił..
-No, hej...

   Powlokłam się do łazienki- już trochę przebudzona- ale nadal śpiąca. Wzięłam prysznic i poszłam na uczelnię. Dali mi rozkład zajęć. Lekcje miałam tylko 3 razy w tygodniu- w poniedziałek, wtorek i środę. Zaczynałam o 8:00, a kończyłam o 14:00. Czyli od czwartku do niedzieli miałam weekend. Super! Powiedzieli mi też, że zaczynam od następnego tygodnia.
   Nareszcie się normalnie wyśpię!

"Live While We're Young" cz.7

***

   Byłam zła. Najnormalniej na świecie zła na Louisa, że mi nie powiedział. Czemu mi nie powiedział? Czy coś by mu się stało? Czy coś by mi się stało?
   Ok, przez drugie pół drogi na lotnisko byłam wściekła, ale trochę ochłonęłam, kiedy  razem z Michaelem czekaliśmy na komunikat dotyczący mojego samolotu. Wreszcie się doczekaliśmy. Poszłam do odprawy i z wielką dumą wkroczyłam na schody prowadzące na pokład samolotu. Ledwo co zdążyłam się obejrzeć za siebie, ale zobaczyłam jeszcze w tłumie ludzi mojego narzeczonego machającego do mnie tak, jakby już nigdy więcej miał mnie nie zobaczyć.
   Weszłam na pokład, zajęłam swoje miejsce i uważnie słuchałam poleceń stewardessy dotyczących zakładania maski tlenowej. Tę regułkę znałam już na pamięć, bo kiedy byłam mała, moja mama kazała mi się pilnie przyglądać. Tak mi zostało do dziś.
   Siedziałam obok jakiejś miłej kobiety. Była Polką, pochodziła z Legnicy- miała około 40 lat. Do Anglii jechała w odwiedziny do syna. Bardzo fajnie się z nią rozmawiało. Zajęło nam to całą podróż.
   Kiedy pilot powiedział, żeby zapiąć pasy bezpieczeństwa, posłuchałam go i w znaczący sposób uśmiechnęłam się do siedzącej obok mnie kobiety. Wylądowaliśmy bezpiecznie. Wyszłam z samolotu (jedyne co miałam przy sobie to dokumenty, portfel i butelka wody) i udałam się na halę lotniska.
   Heathrow było ogromne! 3x większe niż największe polskie lotnisko. Z trudem odnalazłam się na tym lotnisku. Zauważyłam, że większość ludzi zachowywało się podobnie jak ja- zdezorientowani, chodzili to w prawo, to w lewo, jakby nie mieli co ze sobą zrobić.
   Zabrałam ze sobą swoje bagaże i złapałam taksówkę. Brytyjska taksówka- kto by pomyślał, że to właśnie ona stanie się pierwszym angielskim akcentem w tym kraju? Podałam kierowcy papierek z nazwą ulicy, na której miałam mieszkać i tak zaczęła się moja przygoda w Londynie...

wtorek, 9 października 2012

"Live While We're Young" cz.6

***
   Byłam w drodze na lotnisko, (oczywiście odwoził mnie Michael, bo swojego prawa jazdy nie miałam) kiedy zadzwonił mi telefon. "Louis Tomlinson is calling". Odebrałam w trybie natychmiastowym.
-Hej Annie! Co porabiasz?
-Właśnie jadę na lotnisko.
-A gdzie wyjeżdżasz?
-Do Londynu. Biorę udział w wymianie studentów.
-Gdzie!? Do Londynu!?
-No tak...? Czemu jesteśtaki zdziwiony?
-Bo ja właśnie jestem w Londynie.
-A co tam robisz?
-Mieszkam. Hahahaha! To może się spotkamy?
-Jasne! Z wielką chęcią!
-Co z wielką chęcią?- Wtrącił się Michael
-Nic, cicho, skup się na drodze.- Odpowiedziałam Michaelowi- Lou, to nie do ciebie.
-Już myślałem, że do mnie mówisz- kontynuował Louis- Tak czy tak, wiesz może na którym uniwersytecie będziesz chodziła na wykłady?
    W tym momencie mój telefon zawibrował, dając mi przy okazji znać, że mam przychodzącą drugą rozmowę.
-Słuchaj Lou, jeszcze do ciebie zadzwonię, ale później, bo teraz nie mogę z tobą gadać, ok?
-Jasne, do zobaczenia, piękna.
-Hahahahaha, no pa :)
-Hej...
   Odebrałam rozmowę od Marty:
-Halo?
-Halo? No nareszcie! Ile można na ciebie czekać?
-No sory, ale gadałam z Louisem.
-Z Louisem? Tomlinsonem!?
-No tak.. Tym z liceum...
-No i właśnie w jego sprawie do ciebie dzwonię.
-Dlaczego? Coś się stało?
-Nie, skądże! Myślę, że właśnie się ucieszysz!
-No, słucham...
-Kojarzysz zespół One Direction?
-Już ci mówiłam, że znam, ale kojarzyć-to nie. Nie mam czasu nawet usiąść na neta.
-To słuchaj. Umrzesz.
-Nooo?- Zapytałam, udając znudzoną.-Dajesz.
-LOUIS TOMLINSON JEST CZŁONKIEM ZESPOŁU ONE DIRECTION!!!
-CO!? Jakie ty głupoty do cholery pieprzysz?
-No naprawdę! Przyrzekam ci! Kiedy go ostatnio widziałaś?
-W poniedziałek, a co?
-To wyślę ci MMS-a, to wtedy mi uwierzysz, ok?
-Dobra. Ok, ale i tak ci nie wierzę.
-Hahaha, zobaczysz, będziesz w takim szoku, że hej.
-Hahahaha, ok.

____________________________

   Około 1,5 minuty później dostałam MMS-a od Marty. Aż bałam się go otworzyć. Odważyłam się wreszcie i...
   Zobaczyłam Louisa z jakimiś innymi czterema chłopakami. Nad nimi widniał duży napis:

                                       "One Direction"

"Live While We're Young" cz.5

***

   Około godziny 16:30 wróciłam do domu. Byłam załamana psychicznie. Po spotkaniu z Louisem nie mogłam się pogodzić z tym, że jestem samotna. Michael całe dnie spędzał w pracy, czasami nie przyjeżdżał na noc do domu. Było mi smutno, bo czasami nie miałam się do kogo przytulić, opowiedzieć o swoich problemach, aspiracjach i obawach.
   Kiedy wchodziłam do domu, zauważyłam, że w skrzynce jest jakiś list. Wyciągnęłam go z koperty i przeczytałam:


      Z wielką radością pragnę poinformować panią, że została pani wyróżniona do wzięcia udziału w Międzynarodowej Wymianie Studentów, w dniach 1-30.10. b.r.
      Pani samolot wylatuje w dniu 30 września o godzinie 18:30 z lotniska im.Fryderyka Chopina w Warszawie. Doleci pani na lotnisko Heathrow w Londynie ok. godziny 19:30 czasu lokalnego.
      Na swoje konto bankowe otrzymała pani kwotę w wysokości 1000£ na ewentualne wydatki w trakcie podróży. Opłata za przelot, oraz opłata bagażowa zostały zapłacone przez Warszawskie Kuratoruim Oświaty.
      Życzę miłego pobytu za granicą,


Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie


Oprócz listu, w kopercie znalazłam też bilet na samolot i dwie wejściówki na London Eye! Muszę szybko zadzwonić do mamy!

*kilka minut później*

-Hej mamo, jak tam w górach?
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie Bieszczady są piękne o tej porze roku! Jesień jest cudowna! A co tam u ciebie słychać?
-Wiesz co??
-No...?
-Przyjęli mnie na wymianę studentów!
-SERIO!? Gdzie jedziesz?
-Do Londynu! Wszystko zapłacone, a ja dostałam jeszcze 1000£, bilet lotniczy i wejściówki na London Eye!
-To genialnie! Na ile wyjeżdżasz?
-Na miesiąc. Równe 30 dni. Cały październik.
-To bardzo się cieszę Aniu! Zaraz powiem tacie, ciekawe co on na to...
-Dobra mamo, muszę kończyć, mam jutro egzamin z angielskiego.
-Dobrze, córciu, myślę, że jeszcze pogadamy.
-Tak, obiecuję.
-Papa, kocham cię.
-Ja ciebie też.
   
   Skończyłam gadać z mamą i od razu zadzwoniłam do Mikey'a. Rozmowa wyglądała identycznie, tyle tylko, że na końcu dodał jeszcze:
-Przepraszam kochanie, ale nie wrócę dzisiaj do domu.
-To kiedy się spotkamy?
-Myślę, że jutro wieczorem. Dobrze?
- Mmmmmm...
-Wypożyczę film i sobie go wieczorkiem oglądniemy...
-W takim razie, stoi.
-Papa ;)

   Pożegnałam się z Michaelem, pobawiłam się z psem i od razu zajęłam się pakowaniem, chociaż do wylotu miałam jeszcze 4 dni.
   Miałam zamiar iść jutro do Rektora mojej uczelni, żeby popytać o szczegóły. Zadzwonię jeszcze do dziewczyn! Koniecznie! Ola, Sylwia i Marta muszą się o tym dowiedzieć!

niedziela, 7 października 2012

"Forever Young" cz. 11

Gdy się obudziłam była 9.30. Późno, jak na mnie. Na hotelowym łóżku spało mi się cudownie, chociaż wczoraj do jakiejś 23.30 nie mogłam zasnąć. Myślałam o pocałunku z Louisem, o Ani i Monice, które na pewno mnie szukają i o moim najskrytszym marzeniu, które właśnie poprzedniego dnia się spełniło. Nie mówię tu o wyjeździe do Londynu, tylko o Louisie. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że to, że go poznałam wcale nie było snem, czy halucynacją :). Chociaż martwiłam się, że jestem tak daleko od przyjaciół, że pewnie szuka mnie policja. Ale Louis... Dzięki niemu wszystkie moje zmartwienia znikały, kiedy tylko przypomniał mi się obraz jego wspaniałej osobie. Nic innego się nie liczyło, tylko on.
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, jak promień zimowego słońca próbuje dostać się do pokoju hotelowego. Zrzuciłam z siebie kołdrę, wstałam i rozchyliłam zasłony, aby napawać się pięknym widokiem na wschodni Londyn. Przez okno widziałam tłoczną ulicę, ludzi w zimowych płaszczach i czarne taksówki oraz zabawne, czerwone autobusy. Spojrzałam w lewo. Przed hotelem stały samochody i fotoreporterzy z ogromnymi aparatami. Pomyślałam: po co? Ale to mnie nie obchodziło, stwierdziłam tylko, że w Londynie kręci się wiele gwiazd i pewnie jedną z nich chcą przyłapać i zrobić z tego tanią sensację. Wtedy mnie olśniło! W hotelu jest Louis i to w pokoju obok mnie! Miałam nadzieję, że zaraz sobie odjadą. Szybko zasłoniłam firany i poszłam do łazienki.
Kiedy już wzięłam prysznic, umyłam włosy hotelowym szamponem usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor i słuchałam brytyjskich wiadomości. Chciałam wyjść z pokoju i zapytać się Louisa, czy wszystko w porządku, ale bałam się, że mogę mu tylko narobić problemów, wiedziałam, że na dole czają się fotoreporterzy.
Nagle ktoś szybko i nerwowo zapukał do drzwi. Ucieszyłam się, to na pewno Lou. Z uśmiechem na twarzy podbiegłam do drzwi i otworzyłam. Louis złapał mnie za ramiona i popchnął do środka z powrotem. Widać było, że coś go denerwuje. Zamknął szybko za sobą i ciągle mnie trzymając troskliwie zapytał:
- Wszystko w porządku?
- Tak, a  z tobą? Widziałam paprazzi przed hotelem. Namierzyli cię?
- Na szczęście jeszcze mnie nie widzieli. Po to przyszedłem, wiedzą w którym pokoju jestem.- z jego twarzy odczytałam, że bardzo się martwi. Przytuliłam się do niego.- Mogę z tobą tutaj zostać?
- No jasne.- odparłam ciągle go przytulając.
No jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Usiedliśmy na beżowo złotej kanapie w staroświeckim stylu. Louis mocno trzymał mnie za rękę i patrzył mi się w oczy.
- Nie mamy jak zejść na śniadanie- zaśmiał się.- Masz może gdzieś kartę Room Service?
Dobrze wiedziałam gdzie leży ta karta. Wczoraj wieczorem natknęła mi się w oczy. Podeszłam do biurka i wzięłam cienką kartę z nazwami potraw, których nawet nie umiałam dobrze przeczytać. Podałam ją Lou, który zaczął czytać:
- Jejku, jakie nazwy! Nigdy takiego czegoś nie jadłem!- popatrzył się na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Ja też nie. Wiem jedynie co to jest jajko z kawiorem.- uśmiechnęłam się, a Louis odwzajemnił.
- Może zamówmy po prostu tosty i jajecznicę? Nie gustuję w wykwintnym jedzeniu.
Przytaknęłam zgadzając się.
Śniadanie zamówiliśmy przez pokojowy telefon. Gorąca jajecznica i chrupiące, rumiane tosty przyniósł kelner ubrany w czerwoną kamizelkę. Usiedliśmy przy stoliku w moim pokoju i zaczęliśmy jeść.
- Odwiózłbym cię dzisiaj do domu, ale fotoreporterzy nie pozwalają mi wyjść z hotelu- Lou zaczął rozmowę.
Sama się sobie dziwiłam, ale wcale nie miałam ochoty jechać do domu! Chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Louisem. Nie pamiętałam o Ani, o Monice, o wczorajszej kradzieży.
- Chcę tu z tobą zostać.- powiedziałam.
- Ja też nie chcę cię opuszczać, ale rodzina cię szuka! Martwią się o ciebie!
Miał rację. Niestety.

sobota, 6 października 2012

"Forever Young" cz. 10

Ciągle stałam w objęciach Louisa, opowiedziałam mu, co tak naprawdę się stało. Chociaż praktycznie się nie znaliśmy- praktycznie, bo ja znałam go jedynie z kolorowych gazet i plakatów, a on mnie z kawiarni- wysłuchał mnie tak, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi i znali się od lat. Nic nie mówił, tylko ciągle mnie przytulał. W pewnej chwili popatrzył się na mnie, a potem na swój samochód.
- Wsiadaj!- spontanicznie powiedział Louis.
- Proszę?- zdziwiłam się.
- Wsiadaj do samochodu. Nie zostawię cię samej na ulicy, w środku Londynu, w środku nocy!- Louis uśmiechnął się do mnie.
Ucieszyłam się w duchu. Posłusznie wsiadłam do samochodu.
- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam, gdyż zorientowałam się, że nie wiem, gdzie jedziemy.
- Musisz coś zjeść- Louis odwrócił głowę w moją stronę.
- Ale ja nie mam pieniędzy...
- Ale ja mam- Louis uśmiechnął się.- Tylko jest mały problem. Wszystkie restauracje są już pozamykane. Chyba że...
Zatrzymaliśmy się przy maleńkim barze z szyldem "Fish & Chips".
- Co powiesz na prawdziwą angielską kolację?- uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wyszedł z samochodu, po czym otworzył mi drzwi.
Weszliśmy do baru i usiedliśmy przy stoliku. Louis pokazał młodej sprzedawczyni dwa palce, co miało pewnie oznaczać "Ryba z frytkami razy 2, poproszę!". Ja tylko siedziałam i patrzyłam na niego, nie mogłam uwierzyć, że właśnie siedzę z nim przy stoliku i najnormalniej w świecie rozmawiamy.
- Em... - zaczął Louis- Ciągle nie wiem, jak masz na imię.- zaśmiał się uroczo.
- Sylwia.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od jakichś 8 godzin.
- Śliczne imię.- Louis popatrzył mi się w oczy. Poczułam się nieswojo, a jednocześnie cudownie.
- Dziękuję.
- Mówiłaś, że nie jesteś stąd. To skąd jesteś?
- Z Polski. Przyleciałam z przyjaciółką na 2 tygodnie. Głównie na wasz koncert...
Louis uśmiechnął się szeroko, a sprzedawczyni przyniosła nam rybę i frytki.
Po wyjściu z baru Louis nie chciał mi powiedzieć, gdzie zamierza mnie zabrać. Dopiero po 15 minutach dojechaliśmy pod pięciogwiazdkowy hotel. Lou posłał mi wesołe spojrzenie. Byłam mu bardzo wdzięczna, że tak mi pomaga, ale nie sądziłam, że zrobi dla mnie tak wiele. Pięciogwiazdkowy hotel?
- Nie mogę... - spuściłam głowę.
Louis podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy.
- Możesz. Musisz! Musisz się przespać i przede wszystkim odpocząć. - przytulił mnie, a ja jakby nigdy nic oparłam głowę na jego ramieniu.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc odparłam tylko:
- Dziękuję.
Weszliśmy do hotelu, Louis stanął przy recepcji.
- Poproszę dwa pokoje obok siebie na jedną noc ze śniadaniem- powiedział uprzejmie.
Recepcjonistka podała mu dwie karty otwierające drzwi. Louis wyciągnął z portfela 400 £ i podał recepcjonistce. Zaprowadził mnie do windy. Wjechaliśmy na drugie piętro, potem Louis podał mi moją kartę.
- Dobranoc- powiedział cicho.
- Dobranoc. - odpowiedziałam- I dziękuję za wszystko, co dla mnie robisz.
Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Był przepiękny, w barwach złota i czerwieni. Wysokie łóżko pokryte było bordową narzutą ze złotymi frędzlami. Okna zasłonięte były ciężkimi firanami. Podłogę pokrywała beżowa wykładzina, a meble były zrobione z naprawdziwszego ciemnego drewna. Jeszcze nigdy nie byłam w tak ekskluzywnym hotelu!
Ściągnęłam buty i płaszcz, po czym z uśmiechem na twarzy położyłam się na łóżku. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nie interesowało mnie to, kto to może być, ale w 99% to Louis. Tylko po co?
Otworzyłam drzwi. Przede mną stał Louis.  Zanim zdążyłam zapytać się o co chodzi Lou podszedł jeszcze bliżej, obją mnie i pocałował. Było cudownie, była to zdecydowanie najpiękniejsza chcwila w moim życiu. Jego usta były delikatne, lekko spierzchnięte. Po chwili czule go objęłam. Nagle Lou odsunął się ode mnie i wyraźnie zawstydzony wyjąkał:
- Przepraszam, jeśli byłem zbyt natarczywy. Pójdę już do pokoju...
- Czekaj!- krzyknęłam, a Lou odwrócił się- Nie musisz przepraszać!
Podbiegłam go niego i mocno przytuliłam. W tej chwili zapomniałam całkiem o tym, co stało się 9 godzin temu. Czułam się cudownie.

środa, 3 października 2012

"Forever Young" cz.9

 Zbliżał się wieczór. IPhone mi się rozładował, nie było już szans, na żadne telefony od Ani i Moniki. Było mi cholernie zimno, a na herbatę 30 pensów raczej by nie wystarczyło. Byłam przekonana, że mnie szukają, ale nie byłam pewna, czy mnie znajdą jeszcze dzisiaj. Ni miałam gdzie przenocować. Oczywiście, Londyn tętni życiem w nocy, nie muszę spać, ale dalej nie zorientowałam się gdzie dokładnie jestem. Postanowiłam, że jedynym wyjściem będzie posiedzenie trochę w jakimś nocnym klubie, choćby po to, żeby trochę się rozgrzać. Ale nie było pewności, że znajdą mnie jutro, pojutrze, za tydzień...
 Podeszłam trochę dalej. Nie miałam żadnego jedzenia, ale z tych nerwów, smutków i łez nie zupełnie straciłam apetyt. Dochodziła 23, ulice już trochę ucichły, szczególnie, że znajdowałam się na jakiejś podejrzanej dzielnicy Londynu. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłam nightclub, więc szybko przebiegłam przez przejście. Otworzyłam drzwi, po czym poczułam papierosy i alkohol oraz głośną muzykę. Kaszląc i dławiąc się ogromną ilością dymu, szybko poruszałam się do tyłu, w stronę drogi. Nagle usłyszałam, jak ktoś bardzo gwałtownie hamuje, a ja znajdowałam się na środku ulicy, nie zorientowałam się nawet, kiedy znalazłam się na drodze! Byłam tak zdołowana, że nawet nie chciało mi się spojrzeć w stronę kierowcy auta. Prawie że spowodowałam wypadek! Wkurzony kierowca wyszedł z samochodu głośno trzaskając drzwiami.
*po angielsku*
- Kobieto! Co ty sobie do licha wyobrażasz!- krzyczał kierowca, a ja dalej stałam na środku ulicy ze spuszczoną głową- To jest ulica, a nie chodnik!
Człowiek ten był już blisko mnie, staliśmy oko w oko, tyle, że ja wcale nie miałam ochoty na niego patrzeć. Mój poziom frustracji ponownie wzrósł. Wiedziałam, że prędzej, czy później wybuchnę płaczem. Kierowca dalej stał blisko mnie, czułam jego ciepły oddech na mojej twarzy. Bez słowa podniosłam głowę, popatrzyłam się na niego. To znów był ON. Serce zabiło mi szybciej. Myślałam, że mam halucynacje z głodu i zimna, byłam na skraju wyczerpania fizycznego. Nie wiedziałam, co mam robić, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Gdy zorientował się, widząc moją twarz, że skądś mnie zna, na jego twarzy, po złej minie pojawił się ciepły uśmiech. A ja stojąc jak słup wpatrywałam się w jego śliczne oczy.
- Coffee Lady?- melodyjnym głosem zapytał się dziwnie.
Nie wiedziałam, o co chodzi i cicho i smutno wyjąkałam:
- P... proszę?
- Coffee Lady! Pani z kawiarni!- wykrzyknął wesoło.
- Aaaaa, no tak... Louis...?- przy ostatnim słowie złamał mi się głos. Patrzyłam w jego zielono- niebieskie oczy, a on ciągle się do mnie uśmiechał. Po chwili wybuchnęłam płaczem.
Nie zwracając uwagi na to, kim jest Louis, nie zwracając uwagi na to kim jestem ja przytuliłam się do niego, a on nic nie mówiąc głaskał mnie po ramieniu. Było to najpiękniejsze uczucie w moim życiu, ale kiedy zorientowałam się, co robię, przytulając Louisa Tomlinsona, wielką gwiazdę muzyki wyrwałam się z jego ramion i rzuciłam "Muszę iść!" przez płacz. Nie zdążyłam ujść 10 metrów, kiedy usłyszałam jego głos:
- Czekaj!
Odwróciłam głowę w jego stronę i szłam dalej, chociaż tak naprawdę nie miałam dokąd iść.
- Dlaczego płaczesz?- znów go usłyszałam. Zmiękły mi kolana. Stałam tak bez ruchu zasłaniając twarz dłońmi. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Że mnie okradli? Że nie mam gdzie się podziać? Że nie mam żadnych pieniędzy i telefonu? Szkoda było się męczyć.
Louis podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Powiedz mi natychmiast, co się stało!- krzyknął, ale bardzo czułym głosem.
- Nie ważne... Nie zrozumiesz...
- Masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz!
Zawahałam się.
- Ja...- zaczęłam.
- Tak...?- ciągle mnie nie puszczał. Trzymał mnie tak mocno, że nawet, jeśli chciałabym się wyrwać, nie miało by to sensu.
- Ja... Okradli mnie. Od 7 godzin nie mam pieniędzy i telefonu. Nie mam się gdzie podziać. Nie jestem stąd, nie wiem nawet, na jakiej ulicy teraz jestem.- Po tych słowach zakryłam twarz dłońmi. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu.
Louis przytulił mnie, a ja miałam wrażenie, że ta chwila trwa wieczność.


"Forever Young" cz. 8

Nie mogłam się zdecydować! Pocztówki były naprawdę cudowne! Śliczne zdjęcia Big Bena, widok na London Eye, czy panorama Londynu nocą! Jednak wśród tych ostatnich znalazłam wręcz oszałamiającą kartkę. Sięgnęłam do torebki, aby wyciągnąć portfel. Jednak coś mnie zaniepokoiło. Nie mogłam go znaleźć. Wyciągnęłam wszystkie rzeczy, a portfela ani śladu! Jednak byłam pewna, że wzięłam go z domu- płaciłam już dzisiaj za buty! Dopiero po chwili zorientowałam się, że zostałam okradziona! Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. To miał być najpiękniejszy wyjazd w moim życiu, a zaczyna się od kradzieży ponad 200 funtów?! Byłam w szoku. Mimowolnie odwróciłam głowę w prawo i zobaczyłam złodzieja, który uciekał z moim portfelem po drugiej stronie ulicy! Odłożyłam szybko i byle jak pocztówkę na swoje miejsce i rzuciłam się pędem za przestępcą. Goniłam go, co chwilę krzycząc: "Hey! Give me my wallet! I will call on the police!". Dziwiłam się, że przechodnie nie zwracają na mnie uwagi. Z każdą minutą biegu miałam coraz mniej sił, brakowało mi powietrza, a bół kolan stawał się coraz silniejszy. Pot spływał mi z czoła, a łzy z policzków powoli skapywały mi na kurtkę. Mój oddech stawał się coraz szybszy, zaczęłam powoli tracić tempo. Myślałam, że zemdleję. Biegłam za porywaczem już jakieś 10 minut, a świat zaczął wirować mi przed oczami. Upadłam na bruk na kolana. Czułam, jak mocno i szybko bije mi serce. Do tego zorientowałam się, że nie mam pojęcia gdzie jestem! Nie pamiętałam drogi powrotnej, gdyż byłam skupiona tylko na gonieniu złodzieja. Nie byłam już na Oxford Street. Nie widziałam nawet tabliczki z nazwą ulicy, na której się znajdowałam. Nie byłam też w stanie wrócić do Ani, która na pewno nie mogła mnie znaleźć! A złodziej po prostu uciekł z moimi pieniędzmi i polską kartą kredytową. Na szczęście miałam przy sobie telefon. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni kurtki. Pech chciał, że wczoraj go nie naładowałam, a bateria była na wyczerpaniu! Miałam nadzieję, że zdążę jeszcze zadzwonić do Ani. Udało się, pojawił się sygnał, jednak moja przyjaciółka nie odbierała! Przypomniałam sobie, że Ania nie wzięła telefonu z domu, a do Moniki numeru nie miałam. Załamałam się! Stałam na środku deptaka całkiem sama. Nie wiedziałam jak wrócić na Oxford Street, a w kieszeni miałam jedynie 30 pensów. Nawet na taksówkę nie wystarczy. Mogłam się pocieszyć jedynie tym, że w torebce miałam butelkę wody i pudełeczko miętówek. Usiadłam na ławce i zalałam się łzami.

wtorek, 2 października 2012

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.4

***
-Dzięki Louis :)- Powiedziałam, kiedy granatowy Jeep Louisa zatrzymał się na parkingu.
-Spoko.-Lou wyszedł z auta, przeszedł przed maską i  udając dżentelmena otworzył mi drzwi auta. Kłaniając się sztucznie zaśmiał się. Jego śliczny śmiech zaraził mnie i nie mogąc się oprzeć, także roześmiałam się.
-Uspokój się, głupku.- Powiedziałam czule.-Śpieszę się.- Przejechałam swoją dłonią po jego gładkich włosach, a on zrobił minę szczeniaczka prosząc o więcej.
-Hahahahahaha, nie żartuj sobie, jesteś już duży, przeżyjesz.
-Hahahha, no mam nadzieję.-Powiedział. Poszłam w stronę wejścia głównego na uczelnię, ale  coś mnie skusiło, żebym się odwróciła. Zrobiłam to  i zobaczyłam Lou. Stał cały czas w tej samej pozycji-patrzył się na mnie. Dzieliło nas jakieś 100 metrów. Stanęłam na schodach podtrzymując się poręczy. Pobiegłam w stronę chłopaka, wyglądał na zdziwionego, ale kiedy byłam już blisko niego, uśmiechnął się i rozłożył ręce, żebym mogła się do niego przytulić. Wbiegłam w jego ramiona, a on oparł się o auto. Po policzku poleciała mi łza. Z trudem wypowiedziałam słowa:
-Louis... Tęskniłam za tobą... <3

"Forever Young" cz. 7

- You cook very well! - pochwaliłam Anthonego, który specjalnie przygotował dla nas prawdziwe "English Breakfast". Anthony uśmiechnął się do mnie, co na 99,9% miało oznaczać, że dziękuje.
Ania prawie ochłonęła po wczorajszej informacji, że Louis Tomlinson zapłacił za naszą kawę. Musiałyśmy się pospieszyć, gdyż dzisiaj Monika miała zamiar znowu zabrać nas do Londynu. Miałyśmy w planie zakupy na Oxford Street, następnie lunch, a potem muzeum Sherlocka Holmesa. Dzień zapowiadał się fantastycznie. Od razu po śniadaniu szybko poleciałam do łazienki, aby trochę się oporządzić. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta brzoskwiniową pomadką na mróz, gdyż za oknem było zaledwie 2 stopnie Celsiusza. Ubrałam na siebie pudrowo-różowy sweter, błękitne jeansy i brązowe "emu" UGG Australia, które dostałam pod choinkę. Do brązowej sakiewki schowałam portfel, balsam do ust i chusteczki. Telefon schowałam do kieszeni kurtki. Byłam gotowa, czekałam na Anię.
                                 ***
Dotarłyśmy do Londynu, zaparkowałyśmy na Oxford Street. Tutaj też pracowała Monika. Powiedziała, że o 13 będzie na nas czekać, a my w tym czasie możemy robić, co chcemy. Była dopiero 10, więc miałyśmy sporo czasu na zakupy, przechadzki i pogawędki w kawiarni.
Kiedy Ania buszowała po The Body Shop, ja zauważyłam, że obok mieści się malutki sklepik z pamiątkami i pocztówkami. Chciałam napisać coś do mamy, oczywiście jeszcze nie teraz, ale nadarzyła się świetna okazja, żeby kupić kartkę. Poinformowałam Anię, że idę do sklepu obok i że zaraz wrócę. Ania tylko prztaknęła, a ja pobiegłam do pamiątkowego.
Kiedy oglądałam prześliczne kartki z panoramami Londynu, nie spodziewałam się, że za chwilę mój wyjazd zamieni się w koszmar...

"Forever Young" część 6

Teraz byłam już pewna, że chcę powiedzieć Ani o wydarzeniu w Starbucksie. Był bardzo późny wieczór, około 23. Monika i Anthony już dawno spali, a ja byłam pewna, że moja przyjaciółka ma już zbyt mało energii, aby z nadmiaru wrażeń i emocji (które mogą się pojawić po tym, o czym zaraz zamierzałam jej powiedzieć) zaczęła piszczeć, skakać, czy krzyczeć. Postanowiłam jednak to sprawdzić.
- Ania! - "krzyknęłam" szeptem.
-Mhmmmm...
Jej odpowiedź oznaczała to, że już prawie śpi.
- Śpisz?- zapytałam, wolałam się upewnić.
- Nie. - z grymasem i tonem narzekania odpowiedziała Ania.
- Muszę ci o czymś powiedzieć.- zaczęłam.
- Nie mogłaś wcześniej?- Ania ciągle leżąc rzuciła we mnie małą poduszeczką.
- Nie było okazji... -skłamałam.
- No dobra. Mów.
- No więc... Pamiętasz, jak poszłam po kawę w Starbucksie?- ciągle nie byłam pewna, czy umiem to powiedzieć. Dalej byłam w szoku i nie byłam pewna, czy to naprawdę się wydarzyło.
- No, pamiętam.- odpowiedziała Ania.
- No i... Stałam w kolejce...- zaczęłam niepewnie.
- No i???
- No i prawie bym się wywaliła i...
- Interesujące!- wykrzyknęła Ania ironicznie- Mogę już iść spać?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo jeszcze nie skończyłam.
Ania westchnęła.
- No to mów, bo śpiąca jestem.
- No i prawie bym się wywaliła, ale wiesz, kto mnie złapał?
- Nie znam wielu Londyńczyków! Nie wiem.
- Louis!!!- wykrzyknęłam pełna emocji.
- Aha... No to spoko... ZARAZ, CO?- moja przyjaciółka zerwała się jak oparzona.
- No naprawdę! Sama nie mogę w to uwierzyć!
- LOUIS TOMLINSON??? Z ONE DIRECTION???!- Ania była roztrzęsiona.
Za chwilę zapaliło się światło. Ania siedziała na łóżku z otwartymi ustami.
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? A w ogóle, dlaczego nie zrobiłaś zdjęcia? Albo nie wzięłaś autografu? Albo mnie nie zawołałaś? Zmarnowałaś okazję!
- A wyobrażasz sobie, jakbym krzyknęła: "Hej, Ania! Chodź tu! Louis tu jest!"? Zbiegło by się pełno fanek i tym bardziej nie zapłaciłby za naszą kawę...
- Co powiedziałaś? - przerwała mi Ania.
- No bo... Jak Louis zobaczył jak bardzo zaniemówiłam, zapłacił za naszą kawę! :).
- Czyli... PIŁAM KAWĘ, ZA KTÓRĄ ZAPŁACIŁ LOUIS TOMLINSON?
- Haha, tak.- zaśmiałam się- Dobranoc.- Ziewnęłam i położyłam głowę na poduszce, po czym zamknęłam oczy.

poniedziałek, 1 października 2012

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.3

***


"You don't know you're beautiful,
That's what makes you beautiful..."
-

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?- Powiedziałam niewyraźnie, zaspanym głosem.
-No hej, Ania! Obudziłam cię?- Spytała Marta, moja przyjaciółka z liceum.
-Nie, nie, już wstaję...
-Słuchaj, mam do ciebie sprawę...
-Tak?
-Kojarzysz zespół One Direction?
-No nie bardzo ... Coś mi się obiło o uszy, ale nie, raczej nie. To może ci, co nagrali WMYB?
-Tak! To właśnie oni! Wiesz co? Chciałam ci powiedzieć, że... Hsssssssszzzzzzzzzz...
-Halo? Halo???
   Coś przerwało. Odłożyłam telefon na bok. Kiedy usłyszałam "brak zasięgu", już wiedziałam, co było powodem nagłego przerwania naszej rozmowy. Do tego wyczerpała mi się bateria w telefonie. No świetnie... Próbowałam jeszcze zasnąć, ale nagle mnie olśniło- DZISIAJ PONIEDZIAŁEK!!!
   Jestem spóźniona na uczelnię, bo jest 10:30, a ja miałam zajęcia na 7! Super...!
Pośpiesznie wyszłam z auta, w którym jeszcze smacznie drzemał  Michael i zobaczyłam Louisa w rozczochranych włosach, trzymającego w dłoni kupiony na stacji kubek kawy.
-Hej, przystojniak!- zawołałam żartobliwie, puszczając przy okazji oczko.-Na co się patrzysz?
Podszedł do mnie, przytulił na przywitanie i patrząc się prosto w moje oczy powiedział:
-Na najpiękniejsze krajobrazy świata.
Poczułam, że się rumienię, ale powstrzymałam się od spuszczenia głowy na dół, bo wiedziałam, że chłopak zapatrzył się w moje niebieskie oczy. Nie chciałam mu przerywać tej miłej chwili.
-Słuchaj- powiedział- muszę już odjeżdżać.
-A gdzie jedziesz?
-Na lotnisko. Dzisiaj wylatuję do Londynu, do pracy...
-Szkoda... A ja myślałam,  że chociaż przez chwilę zostaniesz... - uśmiechnęłam się szeroko.
-Sorry, Annie.  Nie mogę. Muszę jechać...
-Lou? Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
-Dla ciebie zawsze!
-Och, to świetnie! Błagam cię, podrzuć mnie na uczelnię.
-Jasne! Wsiadaj!
-Ok, poczekaj na mnie 5 minut, jeszcze się ogarnę i możemy jechać.
-Dobrze, będę tutaj. :)
-Dzięki.

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.2

***
   Razem z Michaelem weszliśmy do budynku stacji, gdzie zastała nas niezbyt miła polska rozmowa. Na szczęście Mikey nic z niej nie rozumiał, i z uśmiechem na swojej ślicznej twarzy podszedł w kierunku obcokrajowca. Zanim zdążył się obrócić w naszą stronę, zauważyłam dość nietypową rzecz:
przy zaledwie 10°C ten jeszcze obcy mi człowiek nie miał na sobie skarpetek.
   "Dziwne"- pomyślałam, ale uśmiechnęłam się, bo poczułam, jak mój mężczyzna objął mnie w talii.
-Hey, Louis, chciałbym ci kogoś przedstawić.
   Chłopak obrócił się, a mnie zamurowało. Wytrzeszczyłam oczy i dziwnym, a zarazem zdumionym głosem wydusiłam z siebie słowa:
-Louis...? Louis...Tomlinson???
-Annie???
Tak się ucieszyłam, że zapomniałam chwilowo o Michaelu i rzuciłam się w objęcia Louisa. Kiedy Lou już mnie puścił, obróciłam się w stronę Mikey'a i spostrzegłam jego dziwny wyraz twarzy. Powiedział do nas:
-Eeeeeeeeeee... To wy... Wy się znacie?
-Hahahahaha, pewnie!- Powiedziałam przez śmiech.-Ojejku, znamy się od piaskownicy, kurde, mój mały Loui...
- Och, jak się cieszę, że cię w końcu widzę!- Powiedział Louis melodyjnie. Kiedy Michael chwycił mnie za rękę mina Louisa zrzedła. Domyśliłam się,  co było powodem jego zawiedzenia, bo przecież to właśnie JA byłam jego najlepszą przyjaciółką od żłobka, aż do czasów liceum. Spędziliśmy razem wiele wspólnych chwil, nie dziwię mu się, przecież teraz widzi mnie w objęciach innego mężczyzny.
   Louis przerwał moją zadumę mówiąc:
-Co ty tak właściwie tutaj robisz?
-Heloł, ja tu mieszkam :) A przy okazji studiuję. Prędzej ja zapytałabym się ciebie, co tutaj robisz.
-No wiesz, przyjechałem odwiedzić stare śmieci, ale tak ogółem, to wracam z pracy.
-Serio? A gdzie pracujesz?
-Wszystko ci opowiem później.
   Przeczułam, że zanosi się na długą rozmowę, i że Mikey nie jest za bardzo zainteresowany, dlatego dałam mu mój plecak, a on poszedł do auta i... zasnął.
   Moja rozmowa z Louisem trwała bardzo długo. Przy okazji piliśmy herbatę i zajadaliśmy kanapki z serem. Wymieniliśmy się numerami telefonów i wszystkimi innymi danymi. Było już strasznie późno, więc zapytałam się Lou, czy ma gdzie spać:
-Tak, mam swój wóz.
-Ach, tak.... A jest w nim wygodnie? ;)
-Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy nie sprawdzałem. :)
-To może chcesz spać z nami w aucie?
-Nie, Annie, naprawdę, nie trzeba.
-To poczekaj na mnie, pójdę cię odprowadzić, tylko kupię sobie tutaj szczoteczkę, pastę do zębów, mydło, waciki i płyn do demakijażu.
-Ok, jak chcesz- otrzymałam odpowiedź. Jedząc kanapki trochę nakruszyliśmy, więc poprosiłam obsługę stacji o jakąś szczotkę. Dostałam miotłę i wzięłam się do sprzątania, podczas gdy Loui łaził naokoło stacyjnego sklepu. Zanim zdążyłam posprzątać do końca, stanął przede mną z reklamówką z logo stacji w ręce. Wstałam, a Lou wręczył mi tę siatkę. Zajrzałam, a w niej zobaczyłam...
Wszystkie potrzebne mi rzeczy!
-Sorry, Lou, nie mogę- Wykonałam śmieszny gest, próbując oddać mu tę reklamówkę
-Potraktuj to jako prezent- Puścił mi oczko, co zupełnie mnie rozkleiło.
-Dziękuję.- Wtuliłam się w niego i poczułam niezwykłą miękkość jego swetra.
-Ależ nie ma za co...- Westchnął.

"Forever Young" cz. 5

*po angielsku*
-Poproszę duże macchiato czekoladowe z pianką i laté ze śmietanką toffie.
Pracownica Starbucksa uśmiechnęła się i poszła zrealizować moje zamówienie. Nieumyślnie kołysząc się z nogi na nogę nagle straciłam równowagę i zanim zdążyłam się przestraszyć upadłam do tyłu! To znaczy, upadłabym, gdyby nie złapał mnie pewien chłopak, która stał za mną w kolejce. Odwróciłam się do niego, żeby go przeprosić i podziękować. Z uśmiechem na twarzy podniosłam wzrok, żeby obczaić, jaki to osobnik jest moim wybawcą od upadku. ZAMUROWAŁO MNIE. Zorientowałam się, że buzię mam otworzoną szeroko i wyglądam co najmniej jak idiotka, ale choć bardzo się starałam, nie dałam rady jej zamknąć. Stałam tak, a chłopak o ślicznych zielono- niebieskich oczach po prostu się do mnie uśmiechał. Byłam w SZOKU! Miałam wrażenie, że to tylko sen i zaraz się obudzę. Miałam ochotę wykrzyczeć:
-L...l... Louis...!
Na moich ustach wylądował jego palec, ON bardzo zakłopotany chciał, żebym dalej nic nie mówiła.
-Ciiiiiii! Proszę cię!- wyszeptał.
Ale ja i tak nie mogłam nic powiedzieć.
-Płacę za tę panią!- Powiedział podając pieniądze kasjerce, przy czym uśmiechnął się tak cudownie, że poczułam, jak miękną mi kolana.
- Nie! Eeeee... To znaczy... Nie możesz za mnie zapłacić!... Eeeee... To by... To by było... Eeee.. Nie w porządku!- wyjąkałam.
- Daj spokój!- wykrzyknął spontanicznie i podał mi moje kawy, po czym wziął swoje i ciągle się uśmiechając wyszedł z kawiarni. Miałam ochotę krzyknąć: "Nie! Nie wychodź!", ale stwierdziłam, że zrobiłabym z siebie kompletną idiotkę. Poza tym, byłam za bardzo zszokowana, żeby cokolwiek przeszło mi przez gardło. Dalej nie mogłam uwierzyć, że za moją kawę zapłacił LOUIS TOMLINSON z One Direction! Tak! Ten, do którego plakatów wzdychałam codziennie, w swoim mieście, tak daleko od niego. A teraz? Przed chwilą stałam z nim oko w oko!
Wróciłam do naszego stolika i nic nie dawałam po sobie poznać. Wolałam nie narażać mojej przyjaciółki na ewentualny zawał, czy coś w tym stylu. Oczywiście, musiałam jej to powiedzieć, ale nie tutaj. Ania była zdolna do wszystkiego. Gdybym jej o tym powiedziała, kto wie, może wyleciałaby z kawiarni i zaczęła go gonić. Wolałam tego uniknąć. Dla jej dobra, oczywiście :).
                                 ***
Kiedy wróciłyśmy do domu doszłam do wniosku, że spotkanie Louisa w kawiarni było najpiękniejszą rzeczą w moim życiu! A niech to! Ten wyjazd od początku jest najcudowniejszy na świecie! Londyn, śliczna sukienka (którą powiesiłam już do szafy, aby spokojnie czekała na koncert), Starbucks i jeszcze ON! Najprawdziwszy Louis Tomlinson!
Późnym wieczorem położyłyśmy się spać. Ja jednak nie mogłam zasnąć. W mojej głowie było zbyt wiele emocji! Wyobraziłam sobie Louisa: piękne, zielono-niebieskie oczy, jasnokasztanowe włosy ułożone dziwacznie, jakby rozczochrane, silne ramiona, które uratowały mnie od upadku i zniewalający uśmiech... Ahhhhh! Dosyć tego! Muszę powiedzieć o tym Ani!

"Forever Young" cz. 4

-No i?- Ania stanęła przede mną w pozie modelki i uśmiechnęła się szeroko.
- Co, "No i"?- zapytałam, gdyż nie byłam pewna jaką odpowiedź chce uzyskać.
-No, jak wyglądam?- odpowiedziała precyzyjnie Ania.
- Jak zawsze ślicznie- uśmiechnęłam się.
Leżałam na łóżku w domu Moniki i czytałam przewodnik po Londynie.
- Wiesz, dalej nie mogę uwierzyć, że tu jesteśmy!- zamknęłam przewodnik i położyłam się na plecach.
- No! I dlatego właśnie chcę fajnie wyglądać! W Londynie, to chyba oczywiste, wszyscy dobrze wyglądają!
Wybuchnęłyśmy śmiechem. Do pokoju zapukała Monika.
- Dziewczyny, gotowe? Zaraz wyjeżdżamy na pierwsze zwiedzanie!
Pokiwałyśmy głowami potwierdzając.
Monika mieszkała w ślicznym małym domku pod Londynem, ze swoim mężem Anthonym. Oboje byli bardzo sympatyczni. Byłyśmy już rozpakowane. Cieszyłyśmy się jak... Hmmm... No właśnie? Jak kto? Może jak zwariowane Directioners, które jarają się, że już za 2 tygodnie zobaczą One Direction! Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy.
Był luty, zima, ale w Londynie żadnego śniegu! Tylko deszcz! Jednak było trochę zimno, więc narzuciłyśmy kurtki i wyruszyłyśmy na podbój Londynu!
                                 ***
Zaparkowałyśmy na dużym, strzeżonym parkingu. Jak to w Londynie, były korki, więc podróż z obrzeży miasta, pod London Eye zajęła nam ponad godzinę. Przez calą drogę śmiałyśmy się i śpiewałyśmy na całe gardło! Wysiadłyśmy z samochodu, i oszołomił nas przecudny widok na London Eye i Big Bena! Od razu chwyciłam za IPhone'a i pstryknęłam zdjęcie, które za minutę pojawiło się na facebooku i twitterze z podpisem: "W Londynie na tropie One Direction :)". Do następnego zdjęcia zapozowałyśmy obie. Monika chciała zrobić zakupy.
- Dziewczyny, zostawiam was same, zbiórka w tym miejscu za 3 godziny. Ja jadę na zakupy. Jak coś to dzwońcie i uważajcie na siebie!- uprzedziła nas Monika.
Kiedy odjechała, zaczęłyśmy piszczeć i podskakiwać, a kiedy po drugiej stronie ulicy zauważyłyśmy cudowne sklepy i kawiarnie, ruszyłyśmy pędem na ich podbój. W końcu postanowiłyśmy, że na koncert pójdziemy w ciuchach prosto z Londynu.
                                 ***
-Co myślisz o tym?- pokazałam się Ani w cudnej różowej sukience z czarno-srebrnym pasem Top Shop.
-Uuuuuuuuuuu! Jest uroczo, słodko, nieprzewidywalnie, odważnie, seksownie... Idealna! Po prostu musisz ją kupić!- krzyknęła Ania, która właśnie mierzyła czerwoną skórzaną ramoneskę. Po chwili byłyśmy już przy kasie.
Wyszłyśmy ze sklepu. Od razu w oczy rzucił mi się szyld Starbucksa. Musiałam, po prostu musiałam spróbować tamtejszej kawy!
- Aniu, chodźmy do Starbucksa, zmarzłam. Rozgrzejmy się trochę.
Długo prosić nie musiałam. Zajęłyśmy miejsce, a ja zaproponowałam, że pójdę po kawę. Na szczęście, moja umiejętność angielskiego była bardzo duża :). Podeszłam do kolejki. Nie przepuszczałam, że właśnie tu wydarzy się coś niezwykłego...

"Forever Young", cz. 3

- Dziewczynki! Pospieszcie się! Stewardessa już na was czeka!- Wydarła się do nas moja mama.
Co za żenada. Niby zdecydowała się puścić mnie z Anią do Londynu, na koncert naszych marzeń, a na lotnisku robi mi siarę załatwiając nam stewardessę, "bo sobie nie poradzimy". Jak to wygląda? Dwie 17-latki pod opieką stewardessy? Ale trudno. Cieszę się, że mama się o mnie troszczy.
                                                                                ***
 Była 17.30, za pół godziny miałyśmy wylecieć, ale trochę się opóźniło. Stałyśmy pod bramką odprawową. Pożegnałyśmy już się z moją mamą, która po raz 46 zapytała się na odchodnym, czy nie zgubiłam pieniędzy i telefonu. O 17.45 byłyśmy już po odprawie i z bagażami podręcznymi czekałyśmy na samolot.
- Wiesz co?- zaczepiłam Anię- Już za chwilę zacznie się największa przygoda naszego życia.
- Już nie mogę się doczekać! No wyobraź sobie! Pójdziemy do Madame Thousand, muzeum Sherlocka Holmesa, nakupimy kosmetyków w Body Shop, napijemy się kawy w Starbucksie... Ahhh! Sylwia, Londyn jest miastem stworzonym dla nas!
- Zapomniałaś o najważniejszym.- Szturchnęłam ją- PÓJDZIEMY NA KONCERT ONE DIRECTION!
 O 18.15 wsiadłyśmy do samolotu. Trzymając się za ręce krzyknęłyśmy: "Londynie, NADCHODZIMY!" Byłyśmy takie szczęśliwe! Chociaż lubiłam latać samolotem, tym razem marzyłam, aby lot skończył się jak najszybciej. Byłam bardzo podekscytowana, moim pragnieniem w tej chwili było jak najszybsze znalezienie się w tym cudownym mieście. Czułam, że moja przyjaciółka czuje to samo. Założyłam słuchawki na uszy i odliczałam minuty, słuchając Live While We're Young. 1, 2, 3, 4, 5...
                                                                               ***
Była 20.30 polskiego czasu, nie zdążyłam jeszcze nastawić zegarka na czas brytyjski. Całe w skowronkach stałyśmy na hali przylotów, gdzie miałyśmy czekać na kuzynkę Ani, Monikę, u której miałyśmy mieszkać przez najcudowniejsze 4 tygodnie w naszym życiu! Ania odezwała się tajemniczym głosem:
- Sylwia, czujesz to?
- Ale że niby co mam czuć?- uśmiechnęłam się szeroko, nie wiedząc, o czym mówi do mnie Ania.
- No jak to co?! Londyn! Jesteśmy w Londynie!
Na środku lotniska, gdzie byłyśmy narażone na ciekawskich podróżnych urządziłyśmy sobie sesję radosnych pisków i podskoków.
- Ale z nas wariatki!- Śmiejąc się krzyknęłam do Ani.
- Ale z nas szczęściary!- Poprawiła mnie Ania- Szczęściary, Sylwia! Szczęściary!
- Ania! Sylwia!- Usłyszałyśmy głos Moniki, po czym pobiegłyśmy się z nią przywitać.
- Cześć, Monika!- Ania rzuciła się na swoją kuzynkę.
- Dzień dobry. Sylwia.- podałam jej rękę.
- Witaj, jestem Monika. Mam nadzieję, że spodoba wam się w Anglii!
- Jesteśmy tego pewne!- krzyknęłyśmy chórem...

niedziela, 30 września 2012

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.1

-No, cześć kochana, do zobaczenia wieczorem.- Odezwał się głos w słuchawce telefonu.
   Był to mój narzeczony, miał na imię Michael, pochodził ze Stanów. Znaliśmy się grubo ponad 5 lat. Zazwyczaj rozmawiałam z nim po angielsku, po polsku umiał bardzo niewiele.
   Tydzień temu wyjechał do pracy, więc zadzwonił do mnie i poinformował , że przyjedzie do mojego domu, żeby nareszcie się ze mną spotkać i odpocząć od monotonnej codzienności. Niesamowicie się ucieszyłam, bo za każdym razem kiedy wyjeżdżał, było mi nudno. Zostawałam w domu sama, tylko z moim psem, Serwusem, który skłonny był tylko do zabawy. Było około godziny 13, a ja cały czas chodziłam w piżamie. "Dość już tego!"- pomyślałam i w podskokach pognałam do łazienki wziąć zimny, orzeźwiający prysznic. Potem wsiadłam na komputer i tak jakoś minął mi cały dzień. Tak około godziny 19:30, kiedy robiło się już ciemno, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam "Michael is calling", więc bez większego zastanowienia odebrałam i radosnym głosem powiedziałam:
-Halo?
-Hej Ania, mam 2 wiadomości. Dobrą i złą.
-Tak?
-Więc, ta dobra jest taka, że jestem już w mieście...
-To świetnie!
-A zła jest taka, że był jakiś straszny wypadek samochodowy, skończyło mi się paliwo i nie mam przy sobie ani grosza.
-I...? A może powiesz mi, gdzie jesteś?
- Jestem przy stacji benzynowej. Tej przy wylotowej.
-To genialnie!!! Kup paliwo i wpadaj!
-Ale za co, jak nie mam kasy?
-Och, faktycznie. Zapomniałam.
-Posłuchaj, skarbie. Myślę, że dam sobie jakoś radę. Prześpię tę noc na parkingu obok stacji. Wydaje mi się, że w bagażniku mam jakieś picie i ze 2 batony. Nie martw się, przeżyję ;)
-Mikey- powiedziałam do niego pieszczotliwie- kocham cię.
-Annie-odmienił moje imię po angielsku- Ja ciebie też.
-Dobranoc.
-Papa, kochana.
Rozłączyłam się i zaczęłam długo rozmyślać nad tym, co teraz będzie. Nie może być tak, że ja sobie śpię w wygodnym łóżku, w ciepłym domku, a on marznie na fotelu w aucie. Nie, stanowcze nie!
   Ubrałam się szybko w jakieś cieplejsze ubrania, wygodne buty i wzięłam trochę kasy do portfela. Wsiadłam na rower i pojechałam w stronę stacji. Na plecach miałam plecak wypchany ciepłą herbatą w termosie, trochę kanapek z żółtym serem i koc-tak na wszelki wypadek. Po godzinie drogi, wreszcie dotarłam na stację, ujrzałam Lange Rovera Michaela, ale jego samego nie zastałam. Odstawiłam rower i poszłam na poszukiwania. Było mi ciężko, bo nie miałam latarki, więc drogę oświetlałam sobie telefonem. Nie mogłam znaleźć mojego narzeczonego, więc zadzwoniłam do niego:
-Hej, gdzie jesteś?
-No na stacji, mówiłem ci.
-No tak, ale ja przyjechałam do ciebie rowerem, a cię tu nie ma?
- Jak to? Jesteś tutaj?
W tym momencie zobaczyłam Michaela wychodzącego z budynku stacji. Że też nie przyszło mi do głowy poszukać w środku! Ale nie ważne, najważniejsze, że znów jesteśmy razem. Pocałował mnie w policzek i zaczął opowiadać:
-Wiesz, że nie za dobrze mówię po polsku...
-No...?
- Na początku trochę bałem się wejść do środka i zdobyć kilka informacji, ale w końcu odważyłem się. I powiedziałem coś w stylu:
-"Ktoś pomagać ja?"
Wybuchnęłam śmiechem, bo byłam zauroczona znajomością języka Polskiego przez mojego przyszłego męża. On uśmiechnął się szeroko i celowo szturchnął mnie łokciem.
-No, kontynuuj.
-Więc... Powiedziałem to polskie zdanie i podszedł do mnie jakiś facet. Okazało się, że jest Anglikiem i też wraca do domu z pracy! Co z zbieg okoliczności, prawda!?
-Serio? To fajnie!
-Chodź przedstawię ci go.

Imagine One Direction "Forever Young" cz.2

                                                                              ***
-Ania!- krzyknęłam szturchając Anię w ramię. Moja przyjaciółka smacznie drzemała ułożona na lotniskowej ławeczce, a głowę oparła a swoją torbę podręczną. Aż przykro mi było ją budzić.
- Co się stało?
- Już 16! Za dwie godziny wylatujemy!
Poziom mojego podekscytowania w ciągu tych paru godzin wzrósł o przynajmniej 75 %!
- A gdzie twoja mama?- spytała Ania.
- W łazience. Poprawia to i owo.
- Dołączmy do niej. Zdrzemnęłam się i chyba nie wyglądam najlepiej?
Wybuchnęłyśmy śmiechem! Ania wyglądała komicznie! Swoje piękne, grube blond włosy przed wyjazdem z domu splotła w krótkiego kłosa. Teraz przypominało to co najmniej jak rozwiane pole! Włosy miała całe naelektryzowane od przytulania głowy o torbę. Poleciałyśmy do łazienki ciągnąc za sobą bagaże. 
-Dziewczynki, nie mam smug z podkładu?- zapytała moja mama.
- Nie, skądże, ciociu.- odpowiedziała Ania, która zdążyła już oporządzić swoją fryzurę.
Posmarowałam usta wiśniowym balsamem i wtarłam we włosy, trochę wody, żeby bardziej się kręciły. Wyszłyśmy z łazienki.
 Gdy z powrotem dotarłyśmy na halę moja mama zamówiła kawę. Nagle usłyszałam, jak dzwoni telefon. Odebrałam.
*rozmowa*
-Halo?
-Hej Sylwia!
(Ania podeszła do mnie dając mi znak, że też chce posłuchać rozmowy. Nachyliła się nad telefonem.)
-Cześć Jagoda!
-Wpadniesz dzisiaj do mnie? 
-Eeeee...
-Nie możesz?
-No raczej nie. Jestem właśnie na lotnisku.
-Słucham?
-Za 2 godziny wylatuję z Anią do Londynu.
-Jak to- do LONDYNU???!
-Tak, lecimy na koncert! ONE DIRECTION!...

Hejka :)

Cześć wszystkim Directionerom!

   Jestem Ania, mam 13 lat, jestem fanką Michaela Jacksona, ale ostatnio jedna dziewczyna (współautorka tego bloga, którą jeszcze poznacie) wciągnęła mnie w 1D-FAZZĘ- tak to sobie nazywamy :>
   One Direction poznałam niedawno, bo dopiero w maju. Oczywiście, wcześniej coś obiło mi się o uszy,  ale nie zwracałam na to większej uwagi. 1D było wszędzie. Na bestach, kwejku, fejsie, twitterze, w TV, nawet moje koleżanki jarały się "What makes you beautiful". (Przyznam się wam, że nigdy nie słyszałam tej piosenki w radiu :P)
   Przyjechałam do koleżanki na majówkę, a ona powiedziała, że pokaże mi, która piosenka się jej podoba. Jak zwykle, z charakterystycznym dla siebie optymizmem odpowiedziałam, że chętnie posłucham, a ona puściła mi znaną skądś piosenkę. Nie znałam ani tytułu, ani wykonawcy, ale czułam się tak, jakbym słyszała ją po raz 1655135168262687.
  Nie wytrzymałam i spytałam:
-Ola, powiedz mi, kto to śpiewa?
   Ola, jako wielka miłośniczka koni i wszystkiego co z nimi związane nie za bardzo interesowała się karierą muzyczną przeróżnych zespołów, dlatego na moje pytanie odpowiedziała:
- Jakiś tam "Dizajrekszon".
-Yyyy, chyba raczej One Direction- odparłam, nie będąc do końca pewna tego, co powiedziałam.
-Tak, chyba tak. Fajna nuta, nie?
-Nooo, wiesz? Znam ją, ale nie wiem skąd... :)
-Pewnie Sylwia ci puszczała...
-Może...Kto wie?
   Po powrocie do domu wsiadłam na laptopa, odebrałam spamy zrobione przez moich kochanych znajomych i wreszcie wpisałam w wyszukiwarkę YouTube te słowa:
                                                        One Direction
   Podłączyłam słuchawki, poczekałam
, aż filmik mi się załaduje, kliknęłam "Play" i... Przez 3 minuty i 27 sekund siedziałam nieruchomo przed ekranem monitora i gapiłam się w te piękne twarze, ciała i oczywiście krajobrazy ;)
  Tak, czy tak, jarałam się Jacksonem (z resztą nadal się jaram), a One Direction zawsze było jakoś z boku. Jako przyjaciółka Directionerki miałam zaliczone wszystkie ich teledyski, koncert na DVD, wszystkie videodiary...
  Ale teraz wszystko się zmieniło. Od kiedy 1D wydali swój singiel z teledyskiem "Live While We're Young", stałam się Directionerką. [z czego ucieszyła się Sylwia]

   Razem z nią będziemy tu pisać imaginy właśnie o One Direction. Chociaż jest ich już pełno, postaramy się, żeby nasze były wyjątkowe. Prosto z serca, prawdziwe, nieudawane, pisane z myślą o chłopakach.
   Dziękuję, za to, że jesteście, pamiętajcie o trzymaniu się razem bez względu na wszystko.
   Pozdrawiam was wszystkie :D

Imagine One Direction: "Forever Young" cz.1

  - Pieniądze masz?- Po raz 34 zapytała się moja mama.
- Tak, jestem przekonana.
-Ja bym nie była taka pewna! Lotnisko to istny raj dla kieszonkowców!
- Oj mamo!-Zaczęło mnie to już wkurzać. No ale wiem, martwi się o mnie.
- No proszę cię, sprawdź!
Po raz 34 wyciągnęłam portfel. Pieniądze były. Co do funta.
- Widzisz? Wszystko na swoim miejscu.- Po raz 34 uspokoiłam moją mamę.
- No dobrze, już dobrze... A ty Aniu? Wszystko w porządku?
- Tak, jak najbardziej ciociu. Walizka jest, podręczny też... Plecak na plecach... W gotowości!- Ania uśmiechnęła się do mojej mamy po raz 34.
- Dobrze. Zaraz pójdziemy odprawić bagaże. Macie ochotę się czegoś napić? Aha, Aniu, masz wymienione pieniądze?- zapytała z troską moja mama.
- Tak. Mam 300 funtów.- Potwierdziła moja przyjaciółka.
Byłam bardzo szczęśliwa! Od zawsze marzyłam, żeby polecieć do Londynu, a kiedy wręcz zakochałam się w One Direction, jeszcze bardziej chciałam odwiedzić to miasto. No i cóż! Nadarzyła się okazja! Razem z Anią (właśnie z moją najlepszą przyjaciółką chciałam odbyć największą przygodę swojego życia) znalazłyśmy świetną ofertę jakiś tanich linii lotniczych, okazało się, że kuzynka Ani przyjmie nas za darmo, a ferie to doskonały czas, żeby znaleźć się w Londynie. Ale dla nas najbardziej liczyło się to, że mamy bilety na pierwszy koncert One Direction z trasy koncertowej Take Me Home! Miejsca, jak miejsca, te lepsze to tylko dla bogaczy, ale i tak nie były najgorsze! Na samą myśl o tym, że już jutro będę w Londynie, miałam motyle w brzuchu, a serce waliło mi jak po dziesięciogodzinnym wf-ie. Uwielbiałam to uczucie.
 Usiadłyśmy w kafejce na lotnisku i zamówiłyśmy herbatę i croissanty. Wyjechałyśmy z domu o 4 rano, więc wypadało zjeść jakieś śniadanie. Wylot miał nastąpić o 18.00, a była dopiero 8! No niestety, takie właśnie są polskie lotniska. Czeka się dłużej, niż się leci. Po śniadaniu podeszłyśmy z Anią do kiosku i nakupowałyśmy gazet na podróż i pobyt w Anglii. Zajęłyśmy miejsca w przytulnej salce, gdzie pasażerowie czekali na odprawę. Było wcześnie, więc kręciło się tu mało osób, jednak moja mama znowu zapytała (po raz 35):
- Pieniądze masz?
Pokiwałam głową.
- A wszystkie walizki są?
Znów przytaknęłam.
- A telefon? Sprawdź uważnie, bo nie po to kupowałam ci Iphone'a, żebyś od razu go zgubiła. Pilnuj telefonu i pieniędzy jak oka w głowie! A i pilnuj zegarka!
Popatrzyłam na pozłacany zegarek, na cały złoty nie było mnie stać. No to raczej!
- Zegarka też pilnuj!- zaczęła znowu moja mama- Złodzieje często nabierają się na sztuczne! Jeszcze ci go ukradną!
Obróciłam oczami, a Ania zaśmiała się pod nosem.
 Wyjęłam iPhone'a z cekinowego plecaka, aby sprawdzić co się dzieje na Facebook'u i Twitterze. Wszędzie wrzało: "Już za tydzień pierwszy koncert One Direction z nowej trasy koncertowej!", "Czym zaskoczą nas chłopcy z 1D w nowej trasie?" itp. itd... Ania pochyliła się nade mną, żeby poczytać.
- Ej, Sylwia, napisz, że właśnie czekamy na wylot do Londynu!- Ania uśmiechnęła się szeroko.
- Nie mogę uwierzyć, że już jutro tam będziemy!- wzięłam głęboki oddech i westchnęłam.
- Wyobrażasz to sobie? Siedzimy w rzędzie 57, oni śpiewają, patrzymy na ich seksowne ciała... To będzie cudowne!- Ania głośno się zaśmiała, a ja zaraz po niej. Nie mogłyśmy się doczekać...