*po angielsku*
-Poproszę duże macchiato czekoladowe z pianką i laté ze śmietanką toffie.
Pracownica Starbucksa uśmiechnęła się i poszła zrealizować moje zamówienie. Nieumyślnie kołysząc się z nogi na nogę nagle straciłam równowagę i zanim zdążyłam się przestraszyć upadłam do tyłu! To znaczy, upadłabym, gdyby nie złapał mnie pewien chłopak, która stał za mną w kolejce. Odwróciłam się do niego, żeby go przeprosić i podziękować. Z uśmiechem na twarzy podniosłam wzrok, żeby obczaić, jaki to osobnik jest moim wybawcą od upadku. ZAMUROWAŁO MNIE. Zorientowałam się, że buzię mam otworzoną szeroko i wyglądam co najmniej jak idiotka, ale choć bardzo się starałam, nie dałam rady jej zamknąć. Stałam tak, a chłopak o ślicznych zielono- niebieskich oczach po prostu się do mnie uśmiechał. Byłam w SZOKU! Miałam wrażenie, że to tylko sen i zaraz się obudzę. Miałam ochotę wykrzyczeć:
-L...l... Louis...!
Na moich ustach wylądował jego palec, ON bardzo zakłopotany chciał, żebym dalej nic nie mówiła.
-Ciiiiiii! Proszę cię!- wyszeptał.
Ale ja i tak nie mogłam nic powiedzieć.
-Płacę za tę panią!- Powiedział podając pieniądze kasjerce, przy czym uśmiechnął się tak cudownie, że poczułam, jak miękną mi kolana.
- Nie! Eeeee... To znaczy... Nie możesz za mnie zapłacić!... Eeeee... To by... To by było... Eeee.. Nie w porządku!- wyjąkałam.
- Daj spokój!- wykrzyknął spontanicznie i podał mi moje kawy, po czym wziął swoje i ciągle się uśmiechając wyszedł z kawiarni. Miałam ochotę krzyknąć: "Nie! Nie wychodź!", ale stwierdziłam, że zrobiłabym z siebie kompletną idiotkę. Poza tym, byłam za bardzo zszokowana, żeby cokolwiek przeszło mi przez gardło. Dalej nie mogłam uwierzyć, że za moją kawę zapłacił LOUIS TOMLINSON z One Direction! Tak! Ten, do którego plakatów wzdychałam codziennie, w swoim mieście, tak daleko od niego. A teraz? Przed chwilą stałam z nim oko w oko!
Wróciłam do naszego stolika i nic nie dawałam po sobie poznać. Wolałam nie narażać mojej przyjaciółki na ewentualny zawał, czy coś w tym stylu. Oczywiście, musiałam jej to powiedzieć, ale nie tutaj. Ania była zdolna do wszystkiego. Gdybym jej o tym powiedziała, kto wie, może wyleciałaby z kawiarni i zaczęła go gonić. Wolałam tego uniknąć. Dla jej dobra, oczywiście :).
***
Kiedy wróciłyśmy do domu doszłam do wniosku, że spotkanie Louisa w kawiarni było najpiękniejszą rzeczą w moim życiu! A niech to! Ten wyjazd od początku jest najcudowniejszy na świecie! Londyn, śliczna sukienka (którą powiesiłam już do szafy, aby spokojnie czekała na koncert), Starbucks i jeszcze ON! Najprawdziwszy Louis Tomlinson!
Późnym wieczorem położyłyśmy się spać. Ja jednak nie mogłam zasnąć. W mojej głowie było zbyt wiele emocji! Wyobraziłam sobie Louisa: piękne, zielono-niebieskie oczy, jasnokasztanowe włosy ułożone dziwacznie, jakby rozczochrane, silne ramiona, które uratowały mnie od upadku i zniewalający uśmiech... Ahhhhh! Dosyć tego! Muszę powiedzieć o tym Ani!
poniedziałek, 1 października 2012
"Forever Young" cz. 5
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz