- Dziewczynki! Pospieszcie się! Stewardessa już na was czeka!- Wydarła się do nas moja mama.
Co za żenada. Niby zdecydowała się puścić mnie z Anią do Londynu, na koncert naszych marzeń, a na lotnisku robi mi siarę załatwiając nam stewardessę, "bo sobie nie poradzimy". Jak to wygląda? Dwie 17-latki pod opieką stewardessy? Ale trudno. Cieszę się, że mama się o mnie troszczy.
***
Była 17.30, za pół godziny miałyśmy wylecieć, ale trochę się opóźniło. Stałyśmy pod bramką odprawową. Pożegnałyśmy już się z moją mamą, która po raz 46 zapytała się na odchodnym, czy nie zgubiłam pieniędzy i telefonu. O 17.45 byłyśmy już po odprawie i z bagażami podręcznymi czekałyśmy na samolot.
- Wiesz co?- zaczepiłam Anię- Już za chwilę zacznie się największa przygoda naszego życia.
- Już nie mogę się doczekać! No wyobraź sobie! Pójdziemy do Madame Thousand, muzeum Sherlocka Holmesa, nakupimy kosmetyków w Body Shop, napijemy się kawy w Starbucksie... Ahhh! Sylwia, Londyn jest miastem stworzonym dla nas!
- Zapomniałaś o najważniejszym.- Szturchnęłam ją- PÓJDZIEMY NA KONCERT ONE DIRECTION!
O 18.15 wsiadłyśmy do samolotu. Trzymając się za ręce krzyknęłyśmy: "Londynie, NADCHODZIMY!" Byłyśmy takie szczęśliwe! Chociaż lubiłam latać samolotem, tym razem marzyłam, aby lot skończył się jak najszybciej. Byłam bardzo podekscytowana, moim pragnieniem w tej chwili było jak najszybsze znalezienie się w tym cudownym mieście. Czułam, że moja przyjaciółka czuje to samo. Założyłam słuchawki na uszy i odliczałam minuty, słuchając Live While We're Young. 1, 2, 3, 4, 5...
***
Była 20.30 polskiego czasu, nie zdążyłam jeszcze nastawić zegarka na czas brytyjski. Całe w skowronkach stałyśmy na hali przylotów, gdzie miałyśmy czekać na kuzynkę Ani, Monikę, u której miałyśmy mieszkać przez najcudowniejsze 4 tygodnie w naszym życiu! Ania odezwała się tajemniczym głosem:
- Sylwia, czujesz to?
- Ale że niby co mam czuć?- uśmiechnęłam się szeroko, nie wiedząc, o czym mówi do mnie Ania.
- No jak to co?! Londyn! Jesteśmy w Londynie!
Na środku lotniska, gdzie byłyśmy narażone na ciekawskich podróżnych urządziłyśmy sobie sesję radosnych pisków i podskoków.
- Ale z nas wariatki!- Śmiejąc się krzyknęłam do Ani.
- Ale z nas szczęściary!- Poprawiła mnie Ania- Szczęściary, Sylwia! Szczęściary!
- Ania! Sylwia!- Usłyszałyśmy głos Moniki, po czym pobiegłyśmy się z nią przywitać.
- Cześć, Monika!- Ania rzuciła się na swoją kuzynkę.
- Dzień dobry. Sylwia.- podałam jej rękę.
- Witaj, jestem Monika. Mam nadzieję, że spodoba wam się w Anglii!
- Jesteśmy tego pewne!- krzyknęłyśmy chórem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz