***
Razem z Michaelem weszliśmy do budynku stacji, gdzie zastała nas niezbyt miła polska rozmowa. Na szczęście Mikey nic z niej nie rozumiał, i z uśmiechem na swojej ślicznej twarzy podszedł w kierunku obcokrajowca. Zanim zdążył się obrócić w naszą stronę, zauważyłam dość nietypową rzecz:
przy zaledwie 10°C ten jeszcze obcy mi człowiek nie miał na sobie skarpetek.
"Dziwne"- pomyślałam, ale uśmiechnęłam się, bo poczułam, jak mój mężczyzna objął mnie w talii.
-Hey, Louis, chciałbym ci kogoś przedstawić.
Chłopak obrócił się, a mnie zamurowało. Wytrzeszczyłam oczy i dziwnym, a zarazem zdumionym głosem wydusiłam z siebie słowa:
-Louis...? Louis...Tomlinson???
-Annie???
Tak się ucieszyłam, że zapomniałam chwilowo o Michaelu i rzuciłam się w objęcia Louisa. Kiedy Lou już mnie puścił, obróciłam się w stronę Mikey'a i spostrzegłam jego dziwny wyraz twarzy. Powiedział do nas:
-Eeeeeeeeeee... To wy... Wy się znacie?
-Hahahahaha, pewnie!- Powiedziałam przez śmiech.-Ojejku, znamy się od piaskownicy, kurde, mój mały Loui...
- Och, jak się cieszę, że cię w końcu widzę!- Powiedział Louis melodyjnie. Kiedy Michael chwycił mnie za rękę mina Louisa zrzedła. Domyśliłam się, co było powodem jego zawiedzenia, bo przecież to właśnie JA byłam jego najlepszą przyjaciółką od żłobka, aż do czasów liceum. Spędziliśmy razem wiele wspólnych chwil, nie dziwię mu się, przecież teraz widzi mnie w objęciach innego mężczyzny.
Louis przerwał moją zadumę mówiąc:
-Co ty tak właściwie tutaj robisz?
-Heloł, ja tu mieszkam :) A przy okazji studiuję. Prędzej ja zapytałabym się ciebie, co tutaj robisz.
-No wiesz, przyjechałem odwiedzić stare śmieci, ale tak ogółem, to wracam z pracy.
-Serio? A gdzie pracujesz?
-Wszystko ci opowiem później.
Przeczułam, że zanosi się na długą rozmowę, i że Mikey nie jest za bardzo zainteresowany, dlatego dałam mu mój plecak, a on poszedł do auta i... zasnął.
Moja rozmowa z Louisem trwała bardzo długo. Przy okazji piliśmy herbatę i zajadaliśmy kanapki z serem. Wymieniliśmy się numerami telefonów i wszystkimi innymi danymi. Było już strasznie późno, więc zapytałam się Lou, czy ma gdzie spać:
-Tak, mam swój wóz.
-Ach, tak.... A jest w nim wygodnie? ;)
-Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy nie sprawdzałem. :)
-To może chcesz spać z nami w aucie?
-Nie, Annie, naprawdę, nie trzeba.
-To poczekaj na mnie, pójdę cię odprowadzić, tylko kupię sobie tutaj szczoteczkę, pastę do zębów, mydło, waciki i płyn do demakijażu.
-Ok, jak chcesz- otrzymałam odpowiedź. Jedząc kanapki trochę nakruszyliśmy, więc poprosiłam obsługę stacji o jakąś szczotkę. Dostałam miotłę i wzięłam się do sprzątania, podczas gdy Loui łaził naokoło stacyjnego sklepu. Zanim zdążyłam posprzątać do końca, stanął przede mną z reklamówką z logo stacji w ręce. Wstałam, a Lou wręczył mi tę siatkę. Zajrzałam, a w niej zobaczyłam...
Wszystkie potrzebne mi rzeczy!
-Sorry, Lou, nie mogę- Wykonałam śmieszny gest, próbując oddać mu tę reklamówkę
-Potraktuj to jako prezent- Puścił mi oczko, co zupełnie mnie rozkleiło.
-Dziękuję.- Wtuliłam się w niego i poczułam niezwykłą miękkość jego swetra.
-Ależ nie ma za co...- Westchnął.
przy zaledwie 10°C ten jeszcze obcy mi człowiek nie miał na sobie skarpetek.
"Dziwne"- pomyślałam, ale uśmiechnęłam się, bo poczułam, jak mój mężczyzna objął mnie w talii.
-Hey, Louis, chciałbym ci kogoś przedstawić.
Chłopak obrócił się, a mnie zamurowało. Wytrzeszczyłam oczy i dziwnym, a zarazem zdumionym głosem wydusiłam z siebie słowa:
-Louis...? Louis...Tomlinson???
-Annie???
Tak się ucieszyłam, że zapomniałam chwilowo o Michaelu i rzuciłam się w objęcia Louisa. Kiedy Lou już mnie puścił, obróciłam się w stronę Mikey'a i spostrzegłam jego dziwny wyraz twarzy. Powiedział do nas:
-Eeeeeeeeeee... To wy... Wy się znacie?
-Hahahahaha, pewnie!- Powiedziałam przez śmiech.-Ojejku, znamy się od piaskownicy, kurde, mój mały Loui...
- Och, jak się cieszę, że cię w końcu widzę!- Powiedział Louis melodyjnie. Kiedy Michael chwycił mnie za rękę mina Louisa zrzedła. Domyśliłam się, co było powodem jego zawiedzenia, bo przecież to właśnie JA byłam jego najlepszą przyjaciółką od żłobka, aż do czasów liceum. Spędziliśmy razem wiele wspólnych chwil, nie dziwię mu się, przecież teraz widzi mnie w objęciach innego mężczyzny.
Louis przerwał moją zadumę mówiąc:
-Co ty tak właściwie tutaj robisz?
-Heloł, ja tu mieszkam :) A przy okazji studiuję. Prędzej ja zapytałabym się ciebie, co tutaj robisz.
-No wiesz, przyjechałem odwiedzić stare śmieci, ale tak ogółem, to wracam z pracy.
-Serio? A gdzie pracujesz?
-Wszystko ci opowiem później.
Przeczułam, że zanosi się na długą rozmowę, i że Mikey nie jest za bardzo zainteresowany, dlatego dałam mu mój plecak, a on poszedł do auta i... zasnął.
Moja rozmowa z Louisem trwała bardzo długo. Przy okazji piliśmy herbatę i zajadaliśmy kanapki z serem. Wymieniliśmy się numerami telefonów i wszystkimi innymi danymi. Było już strasznie późno, więc zapytałam się Lou, czy ma gdzie spać:
-Tak, mam swój wóz.
-Ach, tak.... A jest w nim wygodnie? ;)
-Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy nie sprawdzałem. :)
-To może chcesz spać z nami w aucie?
-Nie, Annie, naprawdę, nie trzeba.
-To poczekaj na mnie, pójdę cię odprowadzić, tylko kupię sobie tutaj szczoteczkę, pastę do zębów, mydło, waciki i płyn do demakijażu.
-Ok, jak chcesz- otrzymałam odpowiedź. Jedząc kanapki trochę nakruszyliśmy, więc poprosiłam obsługę stacji o jakąś szczotkę. Dostałam miotłę i wzięłam się do sprzątania, podczas gdy Loui łaził naokoło stacyjnego sklepu. Zanim zdążyłam posprzątać do końca, stanął przede mną z reklamówką z logo stacji w ręce. Wstałam, a Lou wręczył mi tę siatkę. Zajrzałam, a w niej zobaczyłam...
Wszystkie potrzebne mi rzeczy!
-Sorry, Lou, nie mogę- Wykonałam śmieszny gest, próbując oddać mu tę reklamówkę
-Potraktuj to jako prezent- Puścił mi oczko, co zupełnie mnie rozkleiło.
-Dziękuję.- Wtuliłam się w niego i poczułam niezwykłą miękkość jego swetra.
-Ależ nie ma za co...- Westchnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz