wtorek, 2 października 2012

"Forever Young" cz. 7

- You cook very well! - pochwaliłam Anthonego, który specjalnie przygotował dla nas prawdziwe "English Breakfast". Anthony uśmiechnął się do mnie, co na 99,9% miało oznaczać, że dziękuje.
Ania prawie ochłonęła po wczorajszej informacji, że Louis Tomlinson zapłacił za naszą kawę. Musiałyśmy się pospieszyć, gdyż dzisiaj Monika miała zamiar znowu zabrać nas do Londynu. Miałyśmy w planie zakupy na Oxford Street, następnie lunch, a potem muzeum Sherlocka Holmesa. Dzień zapowiadał się fantastycznie. Od razu po śniadaniu szybko poleciałam do łazienki, aby trochę się oporządzić. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta brzoskwiniową pomadką na mróz, gdyż za oknem było zaledwie 2 stopnie Celsiusza. Ubrałam na siebie pudrowo-różowy sweter, błękitne jeansy i brązowe "emu" UGG Australia, które dostałam pod choinkę. Do brązowej sakiewki schowałam portfel, balsam do ust i chusteczki. Telefon schowałam do kieszeni kurtki. Byłam gotowa, czekałam na Anię.
                                 ***
Dotarłyśmy do Londynu, zaparkowałyśmy na Oxford Street. Tutaj też pracowała Monika. Powiedziała, że o 13 będzie na nas czekać, a my w tym czasie możemy robić, co chcemy. Była dopiero 10, więc miałyśmy sporo czasu na zakupy, przechadzki i pogawędki w kawiarni.
Kiedy Ania buszowała po The Body Shop, ja zauważyłam, że obok mieści się malutki sklepik z pamiątkami i pocztówkami. Chciałam napisać coś do mamy, oczywiście jeszcze nie teraz, ale nadarzyła się świetna okazja, żeby kupić kartkę. Poinformowałam Anię, że idę do sklepu obok i że zaraz wrócę. Ania tylko prztaknęła, a ja pobiegłam do pamiątkowego.
Kiedy oglądałam prześliczne kartki z panoramami Londynu, nie spodziewałam się, że za chwilę mój wyjazd zamieni się w koszmar...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz