Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tommie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tommie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2012

"Forever Young" cz. 11

Gdy się obudziłam była 9.30. Późno, jak na mnie. Na hotelowym łóżku spało mi się cudownie, chociaż wczoraj do jakiejś 23.30 nie mogłam zasnąć. Myślałam o pocałunku z Louisem, o Ani i Monice, które na pewno mnie szukają i o moim najskrytszym marzeniu, które właśnie poprzedniego dnia się spełniło. Nie mówię tu o wyjeździe do Londynu, tylko o Louisie. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że to, że go poznałam wcale nie było snem, czy halucynacją :). Chociaż martwiłam się, że jestem tak daleko od przyjaciół, że pewnie szuka mnie policja. Ale Louis... Dzięki niemu wszystkie moje zmartwienia znikały, kiedy tylko przypomniał mi się obraz jego wspaniałej osobie. Nic innego się nie liczyło, tylko on.
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, jak promień zimowego słońca próbuje dostać się do pokoju hotelowego. Zrzuciłam z siebie kołdrę, wstałam i rozchyliłam zasłony, aby napawać się pięknym widokiem na wschodni Londyn. Przez okno widziałam tłoczną ulicę, ludzi w zimowych płaszczach i czarne taksówki oraz zabawne, czerwone autobusy. Spojrzałam w lewo. Przed hotelem stały samochody i fotoreporterzy z ogromnymi aparatami. Pomyślałam: po co? Ale to mnie nie obchodziło, stwierdziłam tylko, że w Londynie kręci się wiele gwiazd i pewnie jedną z nich chcą przyłapać i zrobić z tego tanią sensację. Wtedy mnie olśniło! W hotelu jest Louis i to w pokoju obok mnie! Miałam nadzieję, że zaraz sobie odjadą. Szybko zasłoniłam firany i poszłam do łazienki.
Kiedy już wzięłam prysznic, umyłam włosy hotelowym szamponem usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor i słuchałam brytyjskich wiadomości. Chciałam wyjść z pokoju i zapytać się Louisa, czy wszystko w porządku, ale bałam się, że mogę mu tylko narobić problemów, wiedziałam, że na dole czają się fotoreporterzy.
Nagle ktoś szybko i nerwowo zapukał do drzwi. Ucieszyłam się, to na pewno Lou. Z uśmiechem na twarzy podbiegłam do drzwi i otworzyłam. Louis złapał mnie za ramiona i popchnął do środka z powrotem. Widać było, że coś go denerwuje. Zamknął szybko za sobą i ciągle mnie trzymając troskliwie zapytał:
- Wszystko w porządku?
- Tak, a  z tobą? Widziałam paprazzi przed hotelem. Namierzyli cię?
- Na szczęście jeszcze mnie nie widzieli. Po to przyszedłem, wiedzą w którym pokoju jestem.- z jego twarzy odczytałam, że bardzo się martwi. Przytuliłam się do niego.- Mogę z tobą tutaj zostać?
- No jasne.- odparłam ciągle go przytulając.
No jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Usiedliśmy na beżowo złotej kanapie w staroświeckim stylu. Louis mocno trzymał mnie za rękę i patrzył mi się w oczy.
- Nie mamy jak zejść na śniadanie- zaśmiał się.- Masz może gdzieś kartę Room Service?
Dobrze wiedziałam gdzie leży ta karta. Wczoraj wieczorem natknęła mi się w oczy. Podeszłam do biurka i wzięłam cienką kartę z nazwami potraw, których nawet nie umiałam dobrze przeczytać. Podałam ją Lou, który zaczął czytać:
- Jejku, jakie nazwy! Nigdy takiego czegoś nie jadłem!- popatrzył się na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Ja też nie. Wiem jedynie co to jest jajko z kawiorem.- uśmiechnęłam się, a Louis odwzajemnił.
- Może zamówmy po prostu tosty i jajecznicę? Nie gustuję w wykwintnym jedzeniu.
Przytaknęłam zgadzając się.
Śniadanie zamówiliśmy przez pokojowy telefon. Gorąca jajecznica i chrupiące, rumiane tosty przyniósł kelner ubrany w czerwoną kamizelkę. Usiedliśmy przy stoliku w moim pokoju i zaczęliśmy jeść.
- Odwiózłbym cię dzisiaj do domu, ale fotoreporterzy nie pozwalają mi wyjść z hotelu- Lou zaczął rozmowę.
Sama się sobie dziwiłam, ale wcale nie miałam ochoty jechać do domu! Chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Louisem. Nie pamiętałam o Ani, o Monice, o wczorajszej kradzieży.
- Chcę tu z tobą zostać.- powiedziałam.
- Ja też nie chcę cię opuszczać, ale rodzina cię szuka! Martwią się o ciebie!
Miał rację. Niestety.

sobota, 6 października 2012

"Forever Young" cz. 10

Ciągle stałam w objęciach Louisa, opowiedziałam mu, co tak naprawdę się stało. Chociaż praktycznie się nie znaliśmy- praktycznie, bo ja znałam go jedynie z kolorowych gazet i plakatów, a on mnie z kawiarni- wysłuchał mnie tak, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi i znali się od lat. Nic nie mówił, tylko ciągle mnie przytulał. W pewnej chwili popatrzył się na mnie, a potem na swój samochód.
- Wsiadaj!- spontanicznie powiedział Louis.
- Proszę?- zdziwiłam się.
- Wsiadaj do samochodu. Nie zostawię cię samej na ulicy, w środku Londynu, w środku nocy!- Louis uśmiechnął się do mnie.
Ucieszyłam się w duchu. Posłusznie wsiadłam do samochodu.
- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam, gdyż zorientowałam się, że nie wiem, gdzie jedziemy.
- Musisz coś zjeść- Louis odwrócił głowę w moją stronę.
- Ale ja nie mam pieniędzy...
- Ale ja mam- Louis uśmiechnął się.- Tylko jest mały problem. Wszystkie restauracje są już pozamykane. Chyba że...
Zatrzymaliśmy się przy maleńkim barze z szyldem "Fish & Chips".
- Co powiesz na prawdziwą angielską kolację?- uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wyszedł z samochodu, po czym otworzył mi drzwi.
Weszliśmy do baru i usiedliśmy przy stoliku. Louis pokazał młodej sprzedawczyni dwa palce, co miało pewnie oznaczać "Ryba z frytkami razy 2, poproszę!". Ja tylko siedziałam i patrzyłam na niego, nie mogłam uwierzyć, że właśnie siedzę z nim przy stoliku i najnormalniej w świecie rozmawiamy.
- Em... - zaczął Louis- Ciągle nie wiem, jak masz na imię.- zaśmiał się uroczo.
- Sylwia.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od jakichś 8 godzin.
- Śliczne imię.- Louis popatrzył mi się w oczy. Poczułam się nieswojo, a jednocześnie cudownie.
- Dziękuję.
- Mówiłaś, że nie jesteś stąd. To skąd jesteś?
- Z Polski. Przyleciałam z przyjaciółką na 2 tygodnie. Głównie na wasz koncert...
Louis uśmiechnął się szeroko, a sprzedawczyni przyniosła nam rybę i frytki.
Po wyjściu z baru Louis nie chciał mi powiedzieć, gdzie zamierza mnie zabrać. Dopiero po 15 minutach dojechaliśmy pod pięciogwiazdkowy hotel. Lou posłał mi wesołe spojrzenie. Byłam mu bardzo wdzięczna, że tak mi pomaga, ale nie sądziłam, że zrobi dla mnie tak wiele. Pięciogwiazdkowy hotel?
- Nie mogę... - spuściłam głowę.
Louis podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy.
- Możesz. Musisz! Musisz się przespać i przede wszystkim odpocząć. - przytulił mnie, a ja jakby nigdy nic oparłam głowę na jego ramieniu.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc odparłam tylko:
- Dziękuję.
Weszliśmy do hotelu, Louis stanął przy recepcji.
- Poproszę dwa pokoje obok siebie na jedną noc ze śniadaniem- powiedział uprzejmie.
Recepcjonistka podała mu dwie karty otwierające drzwi. Louis wyciągnął z portfela 400 £ i podał recepcjonistce. Zaprowadził mnie do windy. Wjechaliśmy na drugie piętro, potem Louis podał mi moją kartę.
- Dobranoc- powiedział cicho.
- Dobranoc. - odpowiedziałam- I dziękuję za wszystko, co dla mnie robisz.
Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Był przepiękny, w barwach złota i czerwieni. Wysokie łóżko pokryte było bordową narzutą ze złotymi frędzlami. Okna zasłonięte były ciężkimi firanami. Podłogę pokrywała beżowa wykładzina, a meble były zrobione z naprawdziwszego ciemnego drewna. Jeszcze nigdy nie byłam w tak ekskluzywnym hotelu!
Ściągnęłam buty i płaszcz, po czym z uśmiechem na twarzy położyłam się na łóżku. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nie interesowało mnie to, kto to może być, ale w 99% to Louis. Tylko po co?
Otworzyłam drzwi. Przede mną stał Louis.  Zanim zdążyłam zapytać się o co chodzi Lou podszedł jeszcze bliżej, obją mnie i pocałował. Było cudownie, była to zdecydowanie najpiękniejsza chcwila w moim życiu. Jego usta były delikatne, lekko spierzchnięte. Po chwili czule go objęłam. Nagle Lou odsunął się ode mnie i wyraźnie zawstydzony wyjąkał:
- Przepraszam, jeśli byłem zbyt natarczywy. Pójdę już do pokoju...
- Czekaj!- krzyknęłam, a Lou odwrócił się- Nie musisz przepraszać!
Podbiegłam go niego i mocno przytuliłam. W tej chwili zapomniałam całkiem o tym, co stało się 9 godzin temu. Czułam się cudownie.

środa, 3 października 2012

"Forever Young" cz.9

 Zbliżał się wieczór. IPhone mi się rozładował, nie było już szans, na żadne telefony od Ani i Moniki. Było mi cholernie zimno, a na herbatę 30 pensów raczej by nie wystarczyło. Byłam przekonana, że mnie szukają, ale nie byłam pewna, czy mnie znajdą jeszcze dzisiaj. Ni miałam gdzie przenocować. Oczywiście, Londyn tętni życiem w nocy, nie muszę spać, ale dalej nie zorientowałam się gdzie dokładnie jestem. Postanowiłam, że jedynym wyjściem będzie posiedzenie trochę w jakimś nocnym klubie, choćby po to, żeby trochę się rozgrzać. Ale nie było pewności, że znajdą mnie jutro, pojutrze, za tydzień...
 Podeszłam trochę dalej. Nie miałam żadnego jedzenia, ale z tych nerwów, smutków i łez nie zupełnie straciłam apetyt. Dochodziła 23, ulice już trochę ucichły, szczególnie, że znajdowałam się na jakiejś podejrzanej dzielnicy Londynu. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłam nightclub, więc szybko przebiegłam przez przejście. Otworzyłam drzwi, po czym poczułam papierosy i alkohol oraz głośną muzykę. Kaszląc i dławiąc się ogromną ilością dymu, szybko poruszałam się do tyłu, w stronę drogi. Nagle usłyszałam, jak ktoś bardzo gwałtownie hamuje, a ja znajdowałam się na środku ulicy, nie zorientowałam się nawet, kiedy znalazłam się na drodze! Byłam tak zdołowana, że nawet nie chciało mi się spojrzeć w stronę kierowcy auta. Prawie że spowodowałam wypadek! Wkurzony kierowca wyszedł z samochodu głośno trzaskając drzwiami.
*po angielsku*
- Kobieto! Co ty sobie do licha wyobrażasz!- krzyczał kierowca, a ja dalej stałam na środku ulicy ze spuszczoną głową- To jest ulica, a nie chodnik!
Człowiek ten był już blisko mnie, staliśmy oko w oko, tyle, że ja wcale nie miałam ochoty na niego patrzeć. Mój poziom frustracji ponownie wzrósł. Wiedziałam, że prędzej, czy później wybuchnę płaczem. Kierowca dalej stał blisko mnie, czułam jego ciepły oddech na mojej twarzy. Bez słowa podniosłam głowę, popatrzyłam się na niego. To znów był ON. Serce zabiło mi szybciej. Myślałam, że mam halucynacje z głodu i zimna, byłam na skraju wyczerpania fizycznego. Nie wiedziałam, co mam robić, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Gdy zorientował się, widząc moją twarz, że skądś mnie zna, na jego twarzy, po złej minie pojawił się ciepły uśmiech. A ja stojąc jak słup wpatrywałam się w jego śliczne oczy.
- Coffee Lady?- melodyjnym głosem zapytał się dziwnie.
Nie wiedziałam, o co chodzi i cicho i smutno wyjąkałam:
- P... proszę?
- Coffee Lady! Pani z kawiarni!- wykrzyknął wesoło.
- Aaaaa, no tak... Louis...?- przy ostatnim słowie złamał mi się głos. Patrzyłam w jego zielono- niebieskie oczy, a on ciągle się do mnie uśmiechał. Po chwili wybuchnęłam płaczem.
Nie zwracając uwagi na to, kim jest Louis, nie zwracając uwagi na to kim jestem ja przytuliłam się do niego, a on nic nie mówiąc głaskał mnie po ramieniu. Było to najpiękniejsze uczucie w moim życiu, ale kiedy zorientowałam się, co robię, przytulając Louisa Tomlinsona, wielką gwiazdę muzyki wyrwałam się z jego ramion i rzuciłam "Muszę iść!" przez płacz. Nie zdążyłam ujść 10 metrów, kiedy usłyszałam jego głos:
- Czekaj!
Odwróciłam głowę w jego stronę i szłam dalej, chociaż tak naprawdę nie miałam dokąd iść.
- Dlaczego płaczesz?- znów go usłyszałam. Zmiękły mi kolana. Stałam tak bez ruchu zasłaniając twarz dłońmi. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Że mnie okradli? Że nie mam gdzie się podziać? Że nie mam żadnych pieniędzy i telefonu? Szkoda było się męczyć.
Louis podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Powiedz mi natychmiast, co się stało!- krzyknął, ale bardzo czułym głosem.
- Nie ważne... Nie zrozumiesz...
- Masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz!
Zawahałam się.
- Ja...- zaczęłam.
- Tak...?- ciągle mnie nie puszczał. Trzymał mnie tak mocno, że nawet, jeśli chciałabym się wyrwać, nie miało by to sensu.
- Ja... Okradli mnie. Od 7 godzin nie mam pieniędzy i telefonu. Nie mam się gdzie podziać. Nie jestem stąd, nie wiem nawet, na jakiej ulicy teraz jestem.- Po tych słowach zakryłam twarz dłońmi. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu.
Louis przytulił mnie, a ja miałam wrażenie, że ta chwila trwa wieczność.


"Forever Young" cz. 8

Nie mogłam się zdecydować! Pocztówki były naprawdę cudowne! Śliczne zdjęcia Big Bena, widok na London Eye, czy panorama Londynu nocą! Jednak wśród tych ostatnich znalazłam wręcz oszałamiającą kartkę. Sięgnęłam do torebki, aby wyciągnąć portfel. Jednak coś mnie zaniepokoiło. Nie mogłam go znaleźć. Wyciągnęłam wszystkie rzeczy, a portfela ani śladu! Jednak byłam pewna, że wzięłam go z domu- płaciłam już dzisiaj za buty! Dopiero po chwili zorientowałam się, że zostałam okradziona! Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. To miał być najpiękniejszy wyjazd w moim życiu, a zaczyna się od kradzieży ponad 200 funtów?! Byłam w szoku. Mimowolnie odwróciłam głowę w prawo i zobaczyłam złodzieja, który uciekał z moim portfelem po drugiej stronie ulicy! Odłożyłam szybko i byle jak pocztówkę na swoje miejsce i rzuciłam się pędem za przestępcą. Goniłam go, co chwilę krzycząc: "Hey! Give me my wallet! I will call on the police!". Dziwiłam się, że przechodnie nie zwracają na mnie uwagi. Z każdą minutą biegu miałam coraz mniej sił, brakowało mi powietrza, a bół kolan stawał się coraz silniejszy. Pot spływał mi z czoła, a łzy z policzków powoli skapywały mi na kurtkę. Mój oddech stawał się coraz szybszy, zaczęłam powoli tracić tempo. Myślałam, że zemdleję. Biegłam za porywaczem już jakieś 10 minut, a świat zaczął wirować mi przed oczami. Upadłam na bruk na kolana. Czułam, jak mocno i szybko bije mi serce. Do tego zorientowałam się, że nie mam pojęcia gdzie jestem! Nie pamiętałam drogi powrotnej, gdyż byłam skupiona tylko na gonieniu złodzieja. Nie byłam już na Oxford Street. Nie widziałam nawet tabliczki z nazwą ulicy, na której się znajdowałam. Nie byłam też w stanie wrócić do Ani, która na pewno nie mogła mnie znaleźć! A złodziej po prostu uciekł z moimi pieniędzmi i polską kartą kredytową. Na szczęście miałam przy sobie telefon. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni kurtki. Pech chciał, że wczoraj go nie naładowałam, a bateria była na wyczerpaniu! Miałam nadzieję, że zdążę jeszcze zadzwonić do Ani. Udało się, pojawił się sygnał, jednak moja przyjaciółka nie odbierała! Przypomniałam sobie, że Ania nie wzięła telefonu z domu, a do Moniki numeru nie miałam. Załamałam się! Stałam na środku deptaka całkiem sama. Nie wiedziałam jak wrócić na Oxford Street, a w kieszeni miałam jedynie 30 pensów. Nawet na taksówkę nie wystarczy. Mogłam się pocieszyć jedynie tym, że w torebce miałam butelkę wody i pudełeczko miętówek. Usiadłam na ławce i zalałam się łzami.

wtorek, 2 października 2012

"Forever Young" cz. 7

- You cook very well! - pochwaliłam Anthonego, który specjalnie przygotował dla nas prawdziwe "English Breakfast". Anthony uśmiechnął się do mnie, co na 99,9% miało oznaczać, że dziękuje.
Ania prawie ochłonęła po wczorajszej informacji, że Louis Tomlinson zapłacił za naszą kawę. Musiałyśmy się pospieszyć, gdyż dzisiaj Monika miała zamiar znowu zabrać nas do Londynu. Miałyśmy w planie zakupy na Oxford Street, następnie lunch, a potem muzeum Sherlocka Holmesa. Dzień zapowiadał się fantastycznie. Od razu po śniadaniu szybko poleciałam do łazienki, aby trochę się oporządzić. Wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta brzoskwiniową pomadką na mróz, gdyż za oknem było zaledwie 2 stopnie Celsiusza. Ubrałam na siebie pudrowo-różowy sweter, błękitne jeansy i brązowe "emu" UGG Australia, które dostałam pod choinkę. Do brązowej sakiewki schowałam portfel, balsam do ust i chusteczki. Telefon schowałam do kieszeni kurtki. Byłam gotowa, czekałam na Anię.
                                 ***
Dotarłyśmy do Londynu, zaparkowałyśmy na Oxford Street. Tutaj też pracowała Monika. Powiedziała, że o 13 będzie na nas czekać, a my w tym czasie możemy robić, co chcemy. Była dopiero 10, więc miałyśmy sporo czasu na zakupy, przechadzki i pogawędki w kawiarni.
Kiedy Ania buszowała po The Body Shop, ja zauważyłam, że obok mieści się malutki sklepik z pamiątkami i pocztówkami. Chciałam napisać coś do mamy, oczywiście jeszcze nie teraz, ale nadarzyła się świetna okazja, żeby kupić kartkę. Poinformowałam Anię, że idę do sklepu obok i że zaraz wrócę. Ania tylko prztaknęła, a ja pobiegłam do pamiątkowego.
Kiedy oglądałam prześliczne kartki z panoramami Londynu, nie spodziewałam się, że za chwilę mój wyjazd zamieni się w koszmar...

"Forever Young" część 6

Teraz byłam już pewna, że chcę powiedzieć Ani o wydarzeniu w Starbucksie. Był bardzo późny wieczór, około 23. Monika i Anthony już dawno spali, a ja byłam pewna, że moja przyjaciółka ma już zbyt mało energii, aby z nadmiaru wrażeń i emocji (które mogą się pojawić po tym, o czym zaraz zamierzałam jej powiedzieć) zaczęła piszczeć, skakać, czy krzyczeć. Postanowiłam jednak to sprawdzić.
- Ania! - "krzyknęłam" szeptem.
-Mhmmmm...
Jej odpowiedź oznaczała to, że już prawie śpi.
- Śpisz?- zapytałam, wolałam się upewnić.
- Nie. - z grymasem i tonem narzekania odpowiedziała Ania.
- Muszę ci o czymś powiedzieć.- zaczęłam.
- Nie mogłaś wcześniej?- Ania ciągle leżąc rzuciła we mnie małą poduszeczką.
- Nie było okazji... -skłamałam.
- No dobra. Mów.
- No więc... Pamiętasz, jak poszłam po kawę w Starbucksie?- ciągle nie byłam pewna, czy umiem to powiedzieć. Dalej byłam w szoku i nie byłam pewna, czy to naprawdę się wydarzyło.
- No, pamiętam.- odpowiedziała Ania.
- No i... Stałam w kolejce...- zaczęłam niepewnie.
- No i???
- No i prawie bym się wywaliła i...
- Interesujące!- wykrzyknęła Ania ironicznie- Mogę już iść spać?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo jeszcze nie skończyłam.
Ania westchnęła.
- No to mów, bo śpiąca jestem.
- No i prawie bym się wywaliła, ale wiesz, kto mnie złapał?
- Nie znam wielu Londyńczyków! Nie wiem.
- Louis!!!- wykrzyknęłam pełna emocji.
- Aha... No to spoko... ZARAZ, CO?- moja przyjaciółka zerwała się jak oparzona.
- No naprawdę! Sama nie mogę w to uwierzyć!
- LOUIS TOMLINSON??? Z ONE DIRECTION???!- Ania była roztrzęsiona.
Za chwilę zapaliło się światło. Ania siedziała na łóżku z otwartymi ustami.
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? A w ogóle, dlaczego nie zrobiłaś zdjęcia? Albo nie wzięłaś autografu? Albo mnie nie zawołałaś? Zmarnowałaś okazję!
- A wyobrażasz sobie, jakbym krzyknęła: "Hej, Ania! Chodź tu! Louis tu jest!"? Zbiegło by się pełno fanek i tym bardziej nie zapłaciłby za naszą kawę...
- Co powiedziałaś? - przerwała mi Ania.
- No bo... Jak Louis zobaczył jak bardzo zaniemówiłam, zapłacił za naszą kawę! :).
- Czyli... PIŁAM KAWĘ, ZA KTÓRĄ ZAPŁACIŁ LOUIS TOMLINSON?
- Haha, tak.- zaśmiałam się- Dobranoc.- Ziewnęłam i położyłam głowę na poduszce, po czym zamknęłam oczy.

poniedziałek, 1 października 2012

"Forever Young" cz. 5

*po angielsku*
-Poproszę duże macchiato czekoladowe z pianką i laté ze śmietanką toffie.
Pracownica Starbucksa uśmiechnęła się i poszła zrealizować moje zamówienie. Nieumyślnie kołysząc się z nogi na nogę nagle straciłam równowagę i zanim zdążyłam się przestraszyć upadłam do tyłu! To znaczy, upadłabym, gdyby nie złapał mnie pewien chłopak, która stał za mną w kolejce. Odwróciłam się do niego, żeby go przeprosić i podziękować. Z uśmiechem na twarzy podniosłam wzrok, żeby obczaić, jaki to osobnik jest moim wybawcą od upadku. ZAMUROWAŁO MNIE. Zorientowałam się, że buzię mam otworzoną szeroko i wyglądam co najmniej jak idiotka, ale choć bardzo się starałam, nie dałam rady jej zamknąć. Stałam tak, a chłopak o ślicznych zielono- niebieskich oczach po prostu się do mnie uśmiechał. Byłam w SZOKU! Miałam wrażenie, że to tylko sen i zaraz się obudzę. Miałam ochotę wykrzyczeć:
-L...l... Louis...!
Na moich ustach wylądował jego palec, ON bardzo zakłopotany chciał, żebym dalej nic nie mówiła.
-Ciiiiiii! Proszę cię!- wyszeptał.
Ale ja i tak nie mogłam nic powiedzieć.
-Płacę za tę panią!- Powiedział podając pieniądze kasjerce, przy czym uśmiechnął się tak cudownie, że poczułam, jak miękną mi kolana.
- Nie! Eeeee... To znaczy... Nie możesz za mnie zapłacić!... Eeeee... To by... To by było... Eeee.. Nie w porządku!- wyjąkałam.
- Daj spokój!- wykrzyknął spontanicznie i podał mi moje kawy, po czym wziął swoje i ciągle się uśmiechając wyszedł z kawiarni. Miałam ochotę krzyknąć: "Nie! Nie wychodź!", ale stwierdziłam, że zrobiłabym z siebie kompletną idiotkę. Poza tym, byłam za bardzo zszokowana, żeby cokolwiek przeszło mi przez gardło. Dalej nie mogłam uwierzyć, że za moją kawę zapłacił LOUIS TOMLINSON z One Direction! Tak! Ten, do którego plakatów wzdychałam codziennie, w swoim mieście, tak daleko od niego. A teraz? Przed chwilą stałam z nim oko w oko!
Wróciłam do naszego stolika i nic nie dawałam po sobie poznać. Wolałam nie narażać mojej przyjaciółki na ewentualny zawał, czy coś w tym stylu. Oczywiście, musiałam jej to powiedzieć, ale nie tutaj. Ania była zdolna do wszystkiego. Gdybym jej o tym powiedziała, kto wie, może wyleciałaby z kawiarni i zaczęła go gonić. Wolałam tego uniknąć. Dla jej dobra, oczywiście :).
                                 ***
Kiedy wróciłyśmy do domu doszłam do wniosku, że spotkanie Louisa w kawiarni było najpiękniejszą rzeczą w moim życiu! A niech to! Ten wyjazd od początku jest najcudowniejszy na świecie! Londyn, śliczna sukienka (którą powiesiłam już do szafy, aby spokojnie czekała na koncert), Starbucks i jeszcze ON! Najprawdziwszy Louis Tomlinson!
Późnym wieczorem położyłyśmy się spać. Ja jednak nie mogłam zasnąć. W mojej głowie było zbyt wiele emocji! Wyobraziłam sobie Louisa: piękne, zielono-niebieskie oczy, jasnokasztanowe włosy ułożone dziwacznie, jakby rozczochrane, silne ramiona, które uratowały mnie od upadku i zniewalający uśmiech... Ahhhhh! Dosyć tego! Muszę powiedzieć o tym Ani!

"Forever Young" cz. 4

-No i?- Ania stanęła przede mną w pozie modelki i uśmiechnęła się szeroko.
- Co, "No i"?- zapytałam, gdyż nie byłam pewna jaką odpowiedź chce uzyskać.
-No, jak wyglądam?- odpowiedziała precyzyjnie Ania.
- Jak zawsze ślicznie- uśmiechnęłam się.
Leżałam na łóżku w domu Moniki i czytałam przewodnik po Londynie.
- Wiesz, dalej nie mogę uwierzyć, że tu jesteśmy!- zamknęłam przewodnik i położyłam się na plecach.
- No! I dlatego właśnie chcę fajnie wyglądać! W Londynie, to chyba oczywiste, wszyscy dobrze wyglądają!
Wybuchnęłyśmy śmiechem. Do pokoju zapukała Monika.
- Dziewczyny, gotowe? Zaraz wyjeżdżamy na pierwsze zwiedzanie!
Pokiwałyśmy głowami potwierdzając.
Monika mieszkała w ślicznym małym domku pod Londynem, ze swoim mężem Anthonym. Oboje byli bardzo sympatyczni. Byłyśmy już rozpakowane. Cieszyłyśmy się jak... Hmmm... No właśnie? Jak kto? Może jak zwariowane Directioners, które jarają się, że już za 2 tygodnie zobaczą One Direction! Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy.
Był luty, zima, ale w Londynie żadnego śniegu! Tylko deszcz! Jednak było trochę zimno, więc narzuciłyśmy kurtki i wyruszyłyśmy na podbój Londynu!
                                 ***
Zaparkowałyśmy na dużym, strzeżonym parkingu. Jak to w Londynie, były korki, więc podróż z obrzeży miasta, pod London Eye zajęła nam ponad godzinę. Przez calą drogę śmiałyśmy się i śpiewałyśmy na całe gardło! Wysiadłyśmy z samochodu, i oszołomił nas przecudny widok na London Eye i Big Bena! Od razu chwyciłam za IPhone'a i pstryknęłam zdjęcie, które za minutę pojawiło się na facebooku i twitterze z podpisem: "W Londynie na tropie One Direction :)". Do następnego zdjęcia zapozowałyśmy obie. Monika chciała zrobić zakupy.
- Dziewczyny, zostawiam was same, zbiórka w tym miejscu za 3 godziny. Ja jadę na zakupy. Jak coś to dzwońcie i uważajcie na siebie!- uprzedziła nas Monika.
Kiedy odjechała, zaczęłyśmy piszczeć i podskakiwać, a kiedy po drugiej stronie ulicy zauważyłyśmy cudowne sklepy i kawiarnie, ruszyłyśmy pędem na ich podbój. W końcu postanowiłyśmy, że na koncert pójdziemy w ciuchach prosto z Londynu.
                                 ***
-Co myślisz o tym?- pokazałam się Ani w cudnej różowej sukience z czarno-srebrnym pasem Top Shop.
-Uuuuuuuuuuu! Jest uroczo, słodko, nieprzewidywalnie, odważnie, seksownie... Idealna! Po prostu musisz ją kupić!- krzyknęła Ania, która właśnie mierzyła czerwoną skórzaną ramoneskę. Po chwili byłyśmy już przy kasie.
Wyszłyśmy ze sklepu. Od razu w oczy rzucił mi się szyld Starbucksa. Musiałam, po prostu musiałam spróbować tamtejszej kawy!
- Aniu, chodźmy do Starbucksa, zmarzłam. Rozgrzejmy się trochę.
Długo prosić nie musiałam. Zajęłyśmy miejsce, a ja zaproponowałam, że pójdę po kawę. Na szczęście, moja umiejętność angielskiego była bardzo duża :). Podeszłam do kolejki. Nie przepuszczałam, że właśnie tu wydarzy się coś niezwykłego...

"Forever Young", cz. 3

- Dziewczynki! Pospieszcie się! Stewardessa już na was czeka!- Wydarła się do nas moja mama.
Co za żenada. Niby zdecydowała się puścić mnie z Anią do Londynu, na koncert naszych marzeń, a na lotnisku robi mi siarę załatwiając nam stewardessę, "bo sobie nie poradzimy". Jak to wygląda? Dwie 17-latki pod opieką stewardessy? Ale trudno. Cieszę się, że mama się o mnie troszczy.
                                                                                ***
 Była 17.30, za pół godziny miałyśmy wylecieć, ale trochę się opóźniło. Stałyśmy pod bramką odprawową. Pożegnałyśmy już się z moją mamą, która po raz 46 zapytała się na odchodnym, czy nie zgubiłam pieniędzy i telefonu. O 17.45 byłyśmy już po odprawie i z bagażami podręcznymi czekałyśmy na samolot.
- Wiesz co?- zaczepiłam Anię- Już za chwilę zacznie się największa przygoda naszego życia.
- Już nie mogę się doczekać! No wyobraź sobie! Pójdziemy do Madame Thousand, muzeum Sherlocka Holmesa, nakupimy kosmetyków w Body Shop, napijemy się kawy w Starbucksie... Ahhh! Sylwia, Londyn jest miastem stworzonym dla nas!
- Zapomniałaś o najważniejszym.- Szturchnęłam ją- PÓJDZIEMY NA KONCERT ONE DIRECTION!
 O 18.15 wsiadłyśmy do samolotu. Trzymając się za ręce krzyknęłyśmy: "Londynie, NADCHODZIMY!" Byłyśmy takie szczęśliwe! Chociaż lubiłam latać samolotem, tym razem marzyłam, aby lot skończył się jak najszybciej. Byłam bardzo podekscytowana, moim pragnieniem w tej chwili było jak najszybsze znalezienie się w tym cudownym mieście. Czułam, że moja przyjaciółka czuje to samo. Założyłam słuchawki na uszy i odliczałam minuty, słuchając Live While We're Young. 1, 2, 3, 4, 5...
                                                                               ***
Była 20.30 polskiego czasu, nie zdążyłam jeszcze nastawić zegarka na czas brytyjski. Całe w skowronkach stałyśmy na hali przylotów, gdzie miałyśmy czekać na kuzynkę Ani, Monikę, u której miałyśmy mieszkać przez najcudowniejsze 4 tygodnie w naszym życiu! Ania odezwała się tajemniczym głosem:
- Sylwia, czujesz to?
- Ale że niby co mam czuć?- uśmiechnęłam się szeroko, nie wiedząc, o czym mówi do mnie Ania.
- No jak to co?! Londyn! Jesteśmy w Londynie!
Na środku lotniska, gdzie byłyśmy narażone na ciekawskich podróżnych urządziłyśmy sobie sesję radosnych pisków i podskoków.
- Ale z nas wariatki!- Śmiejąc się krzyknęłam do Ani.
- Ale z nas szczęściary!- Poprawiła mnie Ania- Szczęściary, Sylwia! Szczęściary!
- Ania! Sylwia!- Usłyszałyśmy głos Moniki, po czym pobiegłyśmy się z nią przywitać.
- Cześć, Monika!- Ania rzuciła się na swoją kuzynkę.
- Dzień dobry. Sylwia.- podałam jej rękę.
- Witaj, jestem Monika. Mam nadzieję, że spodoba wam się w Anglii!
- Jesteśmy tego pewne!- krzyknęłyśmy chórem...