Gdy się obudziłam była 9.30. Późno, jak na mnie. Na hotelowym łóżku spało mi się cudownie, chociaż wczoraj do jakiejś 23.30 nie mogłam zasnąć. Myślałam o pocałunku z Louisem, o Ani i Monice, które na pewno mnie szukają i o moim najskrytszym marzeniu, które właśnie poprzedniego dnia się spełniło. Nie mówię tu o wyjeździe do Londynu, tylko o Louisie. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że to, że go poznałam wcale nie było snem, czy halucynacją :). Chociaż martwiłam się, że jestem tak daleko od przyjaciół, że pewnie szuka mnie policja. Ale Louis... Dzięki niemu wszystkie moje zmartwienia znikały, kiedy tylko przypomniał mi się obraz jego wspaniałej osobie. Nic innego się nie liczyło, tylko on.
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, jak promień zimowego słońca próbuje dostać się do pokoju hotelowego. Zrzuciłam z siebie kołdrę, wstałam i rozchyliłam zasłony, aby napawać się pięknym widokiem na wschodni Londyn. Przez okno widziałam tłoczną ulicę, ludzi w zimowych płaszczach i czarne taksówki oraz zabawne, czerwone autobusy. Spojrzałam w lewo. Przed hotelem stały samochody i fotoreporterzy z ogromnymi aparatami. Pomyślałam: po co? Ale to mnie nie obchodziło, stwierdziłam tylko, że w Londynie kręci się wiele gwiazd i pewnie jedną z nich chcą przyłapać i zrobić z tego tanią sensację. Wtedy mnie olśniło! W hotelu jest Louis i to w pokoju obok mnie! Miałam nadzieję, że zaraz sobie odjadą. Szybko zasłoniłam firany i poszłam do łazienki.
Kiedy już wzięłam prysznic, umyłam włosy hotelowym szamponem usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor i słuchałam brytyjskich wiadomości. Chciałam wyjść z pokoju i zapytać się Louisa, czy wszystko w porządku, ale bałam się, że mogę mu tylko narobić problemów, wiedziałam, że na dole czają się fotoreporterzy.
Nagle ktoś szybko i nerwowo zapukał do drzwi. Ucieszyłam się, to na pewno Lou. Z uśmiechem na twarzy podbiegłam do drzwi i otworzyłam. Louis złapał mnie za ramiona i popchnął do środka z powrotem. Widać było, że coś go denerwuje. Zamknął szybko za sobą i ciągle mnie trzymając troskliwie zapytał:
- Wszystko w porządku?
- Tak, a z tobą? Widziałam paprazzi przed hotelem. Namierzyli cię?
- Na szczęście jeszcze mnie nie widzieli. Po to przyszedłem, wiedzą w którym pokoju jestem.- z jego twarzy odczytałam, że bardzo się martwi. Przytuliłam się do niego.- Mogę z tobą tutaj zostać?
- No jasne.- odparłam ciągle go przytulając.
No jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Usiedliśmy na beżowo złotej kanapie w staroświeckim stylu. Louis mocno trzymał mnie za rękę i patrzył mi się w oczy.
- Nie mamy jak zejść na śniadanie- zaśmiał się.- Masz może gdzieś kartę Room Service?
Dobrze wiedziałam gdzie leży ta karta. Wczoraj wieczorem natknęła mi się w oczy. Podeszłam do biurka i wzięłam cienką kartę z nazwami potraw, których nawet nie umiałam dobrze przeczytać. Podałam ją Lou, który zaczął czytać:
- Jejku, jakie nazwy! Nigdy takiego czegoś nie jadłem!- popatrzył się na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Ja też nie. Wiem jedynie co to jest jajko z kawiorem.- uśmiechnęłam się, a Louis odwzajemnił.
- Może zamówmy po prostu tosty i jajecznicę? Nie gustuję w wykwintnym jedzeniu.
Przytaknęłam zgadzając się.
Śniadanie zamówiliśmy przez pokojowy telefon. Gorąca jajecznica i chrupiące, rumiane tosty przyniósł kelner ubrany w czerwoną kamizelkę. Usiedliśmy przy stoliku w moim pokoju i zaczęliśmy jeść.
- Odwiózłbym cię dzisiaj do domu, ale fotoreporterzy nie pozwalają mi wyjść z hotelu- Lou zaczął rozmowę.
Sama się sobie dziwiłam, ale wcale nie miałam ochoty jechać do domu! Chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Louisem. Nie pamiętałam o Ani, o Monice, o wczorajszej kradzieży.
- Chcę tu z tobą zostać.- powiedziałam.
- Ja też nie chcę cię opuszczać, ale rodzina cię szuka! Martwią się o ciebie!
Miał rację. Niestety.
niedziela, 7 października 2012
"Forever Young" cz. 11
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz