poniedziałek, 1 października 2012

"Forever Young" cz. 4

-No i?- Ania stanęła przede mną w pozie modelki i uśmiechnęła się szeroko.
- Co, "No i"?- zapytałam, gdyż nie byłam pewna jaką odpowiedź chce uzyskać.
-No, jak wyglądam?- odpowiedziała precyzyjnie Ania.
- Jak zawsze ślicznie- uśmiechnęłam się.
Leżałam na łóżku w domu Moniki i czytałam przewodnik po Londynie.
- Wiesz, dalej nie mogę uwierzyć, że tu jesteśmy!- zamknęłam przewodnik i położyłam się na plecach.
- No! I dlatego właśnie chcę fajnie wyglądać! W Londynie, to chyba oczywiste, wszyscy dobrze wyglądają!
Wybuchnęłyśmy śmiechem. Do pokoju zapukała Monika.
- Dziewczyny, gotowe? Zaraz wyjeżdżamy na pierwsze zwiedzanie!
Pokiwałyśmy głowami potwierdzając.
Monika mieszkała w ślicznym małym domku pod Londynem, ze swoim mężem Anthonym. Oboje byli bardzo sympatyczni. Byłyśmy już rozpakowane. Cieszyłyśmy się jak... Hmmm... No właśnie? Jak kto? Może jak zwariowane Directioners, które jarają się, że już za 2 tygodnie zobaczą One Direction! Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy.
Był luty, zima, ale w Londynie żadnego śniegu! Tylko deszcz! Jednak było trochę zimno, więc narzuciłyśmy kurtki i wyruszyłyśmy na podbój Londynu!
                                 ***
Zaparkowałyśmy na dużym, strzeżonym parkingu. Jak to w Londynie, były korki, więc podróż z obrzeży miasta, pod London Eye zajęła nam ponad godzinę. Przez calą drogę śmiałyśmy się i śpiewałyśmy na całe gardło! Wysiadłyśmy z samochodu, i oszołomił nas przecudny widok na London Eye i Big Bena! Od razu chwyciłam za IPhone'a i pstryknęłam zdjęcie, które za minutę pojawiło się na facebooku i twitterze z podpisem: "W Londynie na tropie One Direction :)". Do następnego zdjęcia zapozowałyśmy obie. Monika chciała zrobić zakupy.
- Dziewczyny, zostawiam was same, zbiórka w tym miejscu za 3 godziny. Ja jadę na zakupy. Jak coś to dzwońcie i uważajcie na siebie!- uprzedziła nas Monika.
Kiedy odjechała, zaczęłyśmy piszczeć i podskakiwać, a kiedy po drugiej stronie ulicy zauważyłyśmy cudowne sklepy i kawiarnie, ruszyłyśmy pędem na ich podbój. W końcu postanowiłyśmy, że na koncert pójdziemy w ciuchach prosto z Londynu.
                                 ***
-Co myślisz o tym?- pokazałam się Ani w cudnej różowej sukience z czarno-srebrnym pasem Top Shop.
-Uuuuuuuuuuu! Jest uroczo, słodko, nieprzewidywalnie, odważnie, seksownie... Idealna! Po prostu musisz ją kupić!- krzyknęła Ania, która właśnie mierzyła czerwoną skórzaną ramoneskę. Po chwili byłyśmy już przy kasie.
Wyszłyśmy ze sklepu. Od razu w oczy rzucił mi się szyld Starbucksa. Musiałam, po prostu musiałam spróbować tamtejszej kawy!
- Aniu, chodźmy do Starbucksa, zmarzłam. Rozgrzejmy się trochę.
Długo prosić nie musiałam. Zajęłyśmy miejsce, a ja zaproponowałam, że pójdę po kawę. Na szczęście, moja umiejętność angielskiego była bardzo duża :). Podeszłam do kolejki. Nie przepuszczałam, że właśnie tu wydarzy się coś niezwykłego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz