Pokazywanie postów oznaczonych etykietą część 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą część 5. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2012

"Live While We're Young" cz.5

***

   Około godziny 16:30 wróciłam do domu. Byłam załamana psychicznie. Po spotkaniu z Louisem nie mogłam się pogodzić z tym, że jestem samotna. Michael całe dnie spędzał w pracy, czasami nie przyjeżdżał na noc do domu. Było mi smutno, bo czasami nie miałam się do kogo przytulić, opowiedzieć o swoich problemach, aspiracjach i obawach.
   Kiedy wchodziłam do domu, zauważyłam, że w skrzynce jest jakiś list. Wyciągnęłam go z koperty i przeczytałam:


      Z wielką radością pragnę poinformować panią, że została pani wyróżniona do wzięcia udziału w Międzynarodowej Wymianie Studentów, w dniach 1-30.10. b.r.
      Pani samolot wylatuje w dniu 30 września o godzinie 18:30 z lotniska im.Fryderyka Chopina w Warszawie. Doleci pani na lotnisko Heathrow w Londynie ok. godziny 19:30 czasu lokalnego.
      Na swoje konto bankowe otrzymała pani kwotę w wysokości 1000£ na ewentualne wydatki w trakcie podróży. Opłata za przelot, oraz opłata bagażowa zostały zapłacone przez Warszawskie Kuratoruim Oświaty.
      Życzę miłego pobytu za granicą,


Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie


Oprócz listu, w kopercie znalazłam też bilet na samolot i dwie wejściówki na London Eye! Muszę szybko zadzwonić do mamy!

*kilka minut później*

-Hej mamo, jak tam w górach?
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie Bieszczady są piękne o tej porze roku! Jesień jest cudowna! A co tam u ciebie słychać?
-Wiesz co??
-No...?
-Przyjęli mnie na wymianę studentów!
-SERIO!? Gdzie jedziesz?
-Do Londynu! Wszystko zapłacone, a ja dostałam jeszcze 1000£, bilet lotniczy i wejściówki na London Eye!
-To genialnie! Na ile wyjeżdżasz?
-Na miesiąc. Równe 30 dni. Cały październik.
-To bardzo się cieszę Aniu! Zaraz powiem tacie, ciekawe co on na to...
-Dobra mamo, muszę kończyć, mam jutro egzamin z angielskiego.
-Dobrze, córciu, myślę, że jeszcze pogadamy.
-Tak, obiecuję.
-Papa, kocham cię.
-Ja ciebie też.
   
   Skończyłam gadać z mamą i od razu zadzwoniłam do Mikey'a. Rozmowa wyglądała identycznie, tyle tylko, że na końcu dodał jeszcze:
-Przepraszam kochanie, ale nie wrócę dzisiaj do domu.
-To kiedy się spotkamy?
-Myślę, że jutro wieczorem. Dobrze?
- Mmmmmm...
-Wypożyczę film i sobie go wieczorkiem oglądniemy...
-W takim razie, stoi.
-Papa ;)

   Pożegnałam się z Michaelem, pobawiłam się z psem i od razu zajęłam się pakowaniem, chociaż do wylotu miałam jeszcze 4 dni.
   Miałam zamiar iść jutro do Rektora mojej uczelni, żeby popytać o szczegóły. Zadzwonię jeszcze do dziewczyn! Koniecznie! Ola, Sylwia i Marta muszą się o tym dowiedzieć!

poniedziałek, 1 października 2012

"Forever Young" cz. 5

*po angielsku*
-Poproszę duże macchiato czekoladowe z pianką i laté ze śmietanką toffie.
Pracownica Starbucksa uśmiechnęła się i poszła zrealizować moje zamówienie. Nieumyślnie kołysząc się z nogi na nogę nagle straciłam równowagę i zanim zdążyłam się przestraszyć upadłam do tyłu! To znaczy, upadłabym, gdyby nie złapał mnie pewien chłopak, która stał za mną w kolejce. Odwróciłam się do niego, żeby go przeprosić i podziękować. Z uśmiechem na twarzy podniosłam wzrok, żeby obczaić, jaki to osobnik jest moim wybawcą od upadku. ZAMUROWAŁO MNIE. Zorientowałam się, że buzię mam otworzoną szeroko i wyglądam co najmniej jak idiotka, ale choć bardzo się starałam, nie dałam rady jej zamknąć. Stałam tak, a chłopak o ślicznych zielono- niebieskich oczach po prostu się do mnie uśmiechał. Byłam w SZOKU! Miałam wrażenie, że to tylko sen i zaraz się obudzę. Miałam ochotę wykrzyczeć:
-L...l... Louis...!
Na moich ustach wylądował jego palec, ON bardzo zakłopotany chciał, żebym dalej nic nie mówiła.
-Ciiiiiii! Proszę cię!- wyszeptał.
Ale ja i tak nie mogłam nic powiedzieć.
-Płacę za tę panią!- Powiedział podając pieniądze kasjerce, przy czym uśmiechnął się tak cudownie, że poczułam, jak miękną mi kolana.
- Nie! Eeeee... To znaczy... Nie możesz za mnie zapłacić!... Eeeee... To by... To by było... Eeee.. Nie w porządku!- wyjąkałam.
- Daj spokój!- wykrzyknął spontanicznie i podał mi moje kawy, po czym wziął swoje i ciągle się uśmiechając wyszedł z kawiarni. Miałam ochotę krzyknąć: "Nie! Nie wychodź!", ale stwierdziłam, że zrobiłabym z siebie kompletną idiotkę. Poza tym, byłam za bardzo zszokowana, żeby cokolwiek przeszło mi przez gardło. Dalej nie mogłam uwierzyć, że za moją kawę zapłacił LOUIS TOMLINSON z One Direction! Tak! Ten, do którego plakatów wzdychałam codziennie, w swoim mieście, tak daleko od niego. A teraz? Przed chwilą stałam z nim oko w oko!
Wróciłam do naszego stolika i nic nie dawałam po sobie poznać. Wolałam nie narażać mojej przyjaciółki na ewentualny zawał, czy coś w tym stylu. Oczywiście, musiałam jej to powiedzieć, ale nie tutaj. Ania była zdolna do wszystkiego. Gdybym jej o tym powiedziała, kto wie, może wyleciałaby z kawiarni i zaczęła go gonić. Wolałam tego uniknąć. Dla jej dobra, oczywiście :).
                                 ***
Kiedy wróciłyśmy do domu doszłam do wniosku, że spotkanie Louisa w kawiarni było najpiękniejszą rzeczą w moim życiu! A niech to! Ten wyjazd od początku jest najcudowniejszy na świecie! Londyn, śliczna sukienka (którą powiesiłam już do szafy, aby spokojnie czekała na koncert), Starbucks i jeszcze ON! Najprawdziwszy Louis Tomlinson!
Późnym wieczorem położyłyśmy się spać. Ja jednak nie mogłam zasnąć. W mojej głowie było zbyt wiele emocji! Wyobraziłam sobie Louisa: piękne, zielono-niebieskie oczy, jasnokasztanowe włosy ułożone dziwacznie, jakby rozczochrane, silne ramiona, które uratowały mnie od upadku i zniewalający uśmiech... Ahhhhh! Dosyć tego! Muszę powiedzieć o tym Ani!