Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mrs. Tomlinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mrs. Tomlinson. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 października 2012

"Live While We're Young" cz. 8

***

   Taksówkarz bezpiecznie dowiózł mnie na miejsce. Domek, w którym miałam mieszkać nie był duży, ale bez problemu pomieściłaby w nim się 6-cio osobowa rodzina. Od zewnątrz miał białe ściany, niżej pokryty był odsłoniętą cegłą. Miał orzechowe, szerokie drzwi i był 1-piętrowy.
   Byłam pewna, że klucze, które dostałam od rektora mam spakowane gdzieś do walizki. I nie myliłam się. Trzy klucze na breloku przetrwały podróż w najmniejszej przedniej kieszonce. Szybko otworzyłam moje nowe tymczasowe mieszkanie, żeby iść już wreszcie spać. Z trudem "dopełzłam" do dużej, nowoczesnej sypialni i jakby nigdy nic, zwaliłam się na łóżko i od razu zasnęłam

***
Obudził mnie telefon Nawet nie miałam siły, popatrzeć, kto dzwoni:
-Halo?
-No hej Annie! Jak tam podróż? Jesteś już w domu?
-Hej... Ale... Z kim rozmawiam?
-Annie, co z tobą...? Tu Lou... :)
-A, sorry. Wiesz... Spałam. Dopiero co wróciłam z lotniska i od razu zasnęłam.
-Czyli twój samolot się spóźnił?
-Nie, nie! Wszystko było na czas!
-No to... Wylądowałaś na Heathrow?
-Tak...? Czemu pytasz?
-Hahaha- Louis zaśmiał się- Ty wiesz, że już jest 10 rano, prawda?
-CO!?
-No tak! Myślałem, że już nie śpisz...
-O Boże... Taka byłam zmęczona, że spałam aż do teraz, a gdybyś mnie nie obudził, spałabym jeszcze dłużej. Dzięki ;)
-Annie...-Powiedział szeptem- Cholernie za tobą tęsknię, proszę, spotkajmy się...
-Louis... Mam do ciebie sprawę.-Bałam się spytać go o ten zespół, bo sama nie wierzyłam, że on naprawdę może być super gwiazdą. Od dziecka miał piękny głos, którym zachwycała się moja mama. Zawsze mówiła coś w stylu: "Aniu, posłuchaj, jak ten Louis pięknie śpiewa! Ach, cudownie!"
-Tak? Jaką sprawę?
-Mam pomysł. Przyjedź około południa pod London Eye. Musimy pogadać.
-O której?
-O 12.
-Dobrze... Będę, obiecuję.
-Świetnie! No, to do zobaczenia.
-Pa, będę tęsknił..
-No, hej...

   Powlokłam się do łazienki- już trochę przebudzona- ale nadal śpiąca. Wzięłam prysznic i poszłam na uczelnię. Dali mi rozkład zajęć. Lekcje miałam tylko 3 razy w tygodniu- w poniedziałek, wtorek i środę. Zaczynałam o 8:00, a kończyłam o 14:00. Czyli od czwartku do niedzieli miałam weekend. Super! Powiedzieli mi też, że zaczynam od następnego tygodnia.
   Nareszcie się normalnie wyśpię!

"Live While We're Young" cz.7

***

   Byłam zła. Najnormalniej na świecie zła na Louisa, że mi nie powiedział. Czemu mi nie powiedział? Czy coś by mu się stało? Czy coś by mi się stało?
   Ok, przez drugie pół drogi na lotnisko byłam wściekła, ale trochę ochłonęłam, kiedy  razem z Michaelem czekaliśmy na komunikat dotyczący mojego samolotu. Wreszcie się doczekaliśmy. Poszłam do odprawy i z wielką dumą wkroczyłam na schody prowadzące na pokład samolotu. Ledwo co zdążyłam się obejrzeć za siebie, ale zobaczyłam jeszcze w tłumie ludzi mojego narzeczonego machającego do mnie tak, jakby już nigdy więcej miał mnie nie zobaczyć.
   Weszłam na pokład, zajęłam swoje miejsce i uważnie słuchałam poleceń stewardessy dotyczących zakładania maski tlenowej. Tę regułkę znałam już na pamięć, bo kiedy byłam mała, moja mama kazała mi się pilnie przyglądać. Tak mi zostało do dziś.
   Siedziałam obok jakiejś miłej kobiety. Była Polką, pochodziła z Legnicy- miała około 40 lat. Do Anglii jechała w odwiedziny do syna. Bardzo fajnie się z nią rozmawiało. Zajęło nam to całą podróż.
   Kiedy pilot powiedział, żeby zapiąć pasy bezpieczeństwa, posłuchałam go i w znaczący sposób uśmiechnęłam się do siedzącej obok mnie kobiety. Wylądowaliśmy bezpiecznie. Wyszłam z samolotu (jedyne co miałam przy sobie to dokumenty, portfel i butelka wody) i udałam się na halę lotniska.
   Heathrow było ogromne! 3x większe niż największe polskie lotnisko. Z trudem odnalazłam się na tym lotnisku. Zauważyłam, że większość ludzi zachowywało się podobnie jak ja- zdezorientowani, chodzili to w prawo, to w lewo, jakby nie mieli co ze sobą zrobić.
   Zabrałam ze sobą swoje bagaże i złapałam taksówkę. Brytyjska taksówka- kto by pomyślał, że to właśnie ona stanie się pierwszym angielskim akcentem w tym kraju? Podałam kierowcy papierek z nazwą ulicy, na której miałam mieszkać i tak zaczęła się moja przygoda w Londynie...

wtorek, 9 października 2012

"Live While We're Young" cz.6

***
   Byłam w drodze na lotnisko, (oczywiście odwoził mnie Michael, bo swojego prawa jazdy nie miałam) kiedy zadzwonił mi telefon. "Louis Tomlinson is calling". Odebrałam w trybie natychmiastowym.
-Hej Annie! Co porabiasz?
-Właśnie jadę na lotnisko.
-A gdzie wyjeżdżasz?
-Do Londynu. Biorę udział w wymianie studentów.
-Gdzie!? Do Londynu!?
-No tak...? Czemu jesteśtaki zdziwiony?
-Bo ja właśnie jestem w Londynie.
-A co tam robisz?
-Mieszkam. Hahahaha! To może się spotkamy?
-Jasne! Z wielką chęcią!
-Co z wielką chęcią?- Wtrącił się Michael
-Nic, cicho, skup się na drodze.- Odpowiedziałam Michaelowi- Lou, to nie do ciebie.
-Już myślałem, że do mnie mówisz- kontynuował Louis- Tak czy tak, wiesz może na którym uniwersytecie będziesz chodziła na wykłady?
    W tym momencie mój telefon zawibrował, dając mi przy okazji znać, że mam przychodzącą drugą rozmowę.
-Słuchaj Lou, jeszcze do ciebie zadzwonię, ale później, bo teraz nie mogę z tobą gadać, ok?
-Jasne, do zobaczenia, piękna.
-Hahahahaha, no pa :)
-Hej...
   Odebrałam rozmowę od Marty:
-Halo?
-Halo? No nareszcie! Ile można na ciebie czekać?
-No sory, ale gadałam z Louisem.
-Z Louisem? Tomlinsonem!?
-No tak.. Tym z liceum...
-No i właśnie w jego sprawie do ciebie dzwonię.
-Dlaczego? Coś się stało?
-Nie, skądże! Myślę, że właśnie się ucieszysz!
-No, słucham...
-Kojarzysz zespół One Direction?
-Już ci mówiłam, że znam, ale kojarzyć-to nie. Nie mam czasu nawet usiąść na neta.
-To słuchaj. Umrzesz.
-Nooo?- Zapytałam, udając znudzoną.-Dajesz.
-LOUIS TOMLINSON JEST CZŁONKIEM ZESPOŁU ONE DIRECTION!!!
-CO!? Jakie ty głupoty do cholery pieprzysz?
-No naprawdę! Przyrzekam ci! Kiedy go ostatnio widziałaś?
-W poniedziałek, a co?
-To wyślę ci MMS-a, to wtedy mi uwierzysz, ok?
-Dobra. Ok, ale i tak ci nie wierzę.
-Hahaha, zobaczysz, będziesz w takim szoku, że hej.
-Hahahaha, ok.

____________________________

   Około 1,5 minuty później dostałam MMS-a od Marty. Aż bałam się go otworzyć. Odważyłam się wreszcie i...
   Zobaczyłam Louisa z jakimiś innymi czterema chłopakami. Nad nimi widniał duży napis:

                                       "One Direction"

"Live While We're Young" cz.5

***

   Około godziny 16:30 wróciłam do domu. Byłam załamana psychicznie. Po spotkaniu z Louisem nie mogłam się pogodzić z tym, że jestem samotna. Michael całe dnie spędzał w pracy, czasami nie przyjeżdżał na noc do domu. Było mi smutno, bo czasami nie miałam się do kogo przytulić, opowiedzieć o swoich problemach, aspiracjach i obawach.
   Kiedy wchodziłam do domu, zauważyłam, że w skrzynce jest jakiś list. Wyciągnęłam go z koperty i przeczytałam:


      Z wielką radością pragnę poinformować panią, że została pani wyróżniona do wzięcia udziału w Międzynarodowej Wymianie Studentów, w dniach 1-30.10. b.r.
      Pani samolot wylatuje w dniu 30 września o godzinie 18:30 z lotniska im.Fryderyka Chopina w Warszawie. Doleci pani na lotnisko Heathrow w Londynie ok. godziny 19:30 czasu lokalnego.
      Na swoje konto bankowe otrzymała pani kwotę w wysokości 1000£ na ewentualne wydatki w trakcie podróży. Opłata za przelot, oraz opłata bagażowa zostały zapłacone przez Warszawskie Kuratoruim Oświaty.
      Życzę miłego pobytu za granicą,


Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie


Oprócz listu, w kopercie znalazłam też bilet na samolot i dwie wejściówki na London Eye! Muszę szybko zadzwonić do mamy!

*kilka minut później*

-Hej mamo, jak tam w górach?
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie Bieszczady są piękne o tej porze roku! Jesień jest cudowna! A co tam u ciebie słychać?
-Wiesz co??
-No...?
-Przyjęli mnie na wymianę studentów!
-SERIO!? Gdzie jedziesz?
-Do Londynu! Wszystko zapłacone, a ja dostałam jeszcze 1000£, bilet lotniczy i wejściówki na London Eye!
-To genialnie! Na ile wyjeżdżasz?
-Na miesiąc. Równe 30 dni. Cały październik.
-To bardzo się cieszę Aniu! Zaraz powiem tacie, ciekawe co on na to...
-Dobra mamo, muszę kończyć, mam jutro egzamin z angielskiego.
-Dobrze, córciu, myślę, że jeszcze pogadamy.
-Tak, obiecuję.
-Papa, kocham cię.
-Ja ciebie też.
   
   Skończyłam gadać z mamą i od razu zadzwoniłam do Mikey'a. Rozmowa wyglądała identycznie, tyle tylko, że na końcu dodał jeszcze:
-Przepraszam kochanie, ale nie wrócę dzisiaj do domu.
-To kiedy się spotkamy?
-Myślę, że jutro wieczorem. Dobrze?
- Mmmmmm...
-Wypożyczę film i sobie go wieczorkiem oglądniemy...
-W takim razie, stoi.
-Papa ;)

   Pożegnałam się z Michaelem, pobawiłam się z psem i od razu zajęłam się pakowaniem, chociaż do wylotu miałam jeszcze 4 dni.
   Miałam zamiar iść jutro do Rektora mojej uczelni, żeby popytać o szczegóły. Zadzwonię jeszcze do dziewczyn! Koniecznie! Ola, Sylwia i Marta muszą się o tym dowiedzieć!

wtorek, 2 października 2012

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.4

***
-Dzięki Louis :)- Powiedziałam, kiedy granatowy Jeep Louisa zatrzymał się na parkingu.
-Spoko.-Lou wyszedł z auta, przeszedł przed maską i  udając dżentelmena otworzył mi drzwi auta. Kłaniając się sztucznie zaśmiał się. Jego śliczny śmiech zaraził mnie i nie mogąc się oprzeć, także roześmiałam się.
-Uspokój się, głupku.- Powiedziałam czule.-Śpieszę się.- Przejechałam swoją dłonią po jego gładkich włosach, a on zrobił minę szczeniaczka prosząc o więcej.
-Hahahahahaha, nie żartuj sobie, jesteś już duży, przeżyjesz.
-Hahahha, no mam nadzieję.-Powiedział. Poszłam w stronę wejścia głównego na uczelnię, ale  coś mnie skusiło, żebym się odwróciła. Zrobiłam to  i zobaczyłam Lou. Stał cały czas w tej samej pozycji-patrzył się na mnie. Dzieliło nas jakieś 100 metrów. Stanęłam na schodach podtrzymując się poręczy. Pobiegłam w stronę chłopaka, wyglądał na zdziwionego, ale kiedy byłam już blisko niego, uśmiechnął się i rozłożył ręce, żebym mogła się do niego przytulić. Wbiegłam w jego ramiona, a on oparł się o auto. Po policzku poleciała mi łza. Z trudem wypowiedziałam słowa:
-Louis... Tęskniłam za tobą... <3

poniedziałek, 1 października 2012

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.3

***


"You don't know you're beautiful,
That's what makes you beautiful..."
-

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?- Powiedziałam niewyraźnie, zaspanym głosem.
-No hej, Ania! Obudziłam cię?- Spytała Marta, moja przyjaciółka z liceum.
-Nie, nie, już wstaję...
-Słuchaj, mam do ciebie sprawę...
-Tak?
-Kojarzysz zespół One Direction?
-No nie bardzo ... Coś mi się obiło o uszy, ale nie, raczej nie. To może ci, co nagrali WMYB?
-Tak! To właśnie oni! Wiesz co? Chciałam ci powiedzieć, że... Hsssssssszzzzzzzzzz...
-Halo? Halo???
   Coś przerwało. Odłożyłam telefon na bok. Kiedy usłyszałam "brak zasięgu", już wiedziałam, co było powodem nagłego przerwania naszej rozmowy. Do tego wyczerpała mi się bateria w telefonie. No świetnie... Próbowałam jeszcze zasnąć, ale nagle mnie olśniło- DZISIAJ PONIEDZIAŁEK!!!
   Jestem spóźniona na uczelnię, bo jest 10:30, a ja miałam zajęcia na 7! Super...!
Pośpiesznie wyszłam z auta, w którym jeszcze smacznie drzemał  Michael i zobaczyłam Louisa w rozczochranych włosach, trzymającego w dłoni kupiony na stacji kubek kawy.
-Hej, przystojniak!- zawołałam żartobliwie, puszczając przy okazji oczko.-Na co się patrzysz?
Podszedł do mnie, przytulił na przywitanie i patrząc się prosto w moje oczy powiedział:
-Na najpiękniejsze krajobrazy świata.
Poczułam, że się rumienię, ale powstrzymałam się od spuszczenia głowy na dół, bo wiedziałam, że chłopak zapatrzył się w moje niebieskie oczy. Nie chciałam mu przerywać tej miłej chwili.
-Słuchaj- powiedział- muszę już odjeżdżać.
-A gdzie jedziesz?
-Na lotnisko. Dzisiaj wylatuję do Londynu, do pracy...
-Szkoda... A ja myślałam,  że chociaż przez chwilę zostaniesz... - uśmiechnęłam się szeroko.
-Sorry, Annie.  Nie mogę. Muszę jechać...
-Lou? Mógłbyś coś dla mnie zrobić?
-Dla ciebie zawsze!
-Och, to świetnie! Błagam cię, podrzuć mnie na uczelnię.
-Jasne! Wsiadaj!
-Ok, poczekaj na mnie 5 minut, jeszcze się ogarnę i możemy jechać.
-Dobrze, będę tutaj. :)
-Dzięki.

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.2

***
   Razem z Michaelem weszliśmy do budynku stacji, gdzie zastała nas niezbyt miła polska rozmowa. Na szczęście Mikey nic z niej nie rozumiał, i z uśmiechem na swojej ślicznej twarzy podszedł w kierunku obcokrajowca. Zanim zdążył się obrócić w naszą stronę, zauważyłam dość nietypową rzecz:
przy zaledwie 10°C ten jeszcze obcy mi człowiek nie miał na sobie skarpetek.
   "Dziwne"- pomyślałam, ale uśmiechnęłam się, bo poczułam, jak mój mężczyzna objął mnie w talii.
-Hey, Louis, chciałbym ci kogoś przedstawić.
   Chłopak obrócił się, a mnie zamurowało. Wytrzeszczyłam oczy i dziwnym, a zarazem zdumionym głosem wydusiłam z siebie słowa:
-Louis...? Louis...Tomlinson???
-Annie???
Tak się ucieszyłam, że zapomniałam chwilowo o Michaelu i rzuciłam się w objęcia Louisa. Kiedy Lou już mnie puścił, obróciłam się w stronę Mikey'a i spostrzegłam jego dziwny wyraz twarzy. Powiedział do nas:
-Eeeeeeeeeee... To wy... Wy się znacie?
-Hahahahaha, pewnie!- Powiedziałam przez śmiech.-Ojejku, znamy się od piaskownicy, kurde, mój mały Loui...
- Och, jak się cieszę, że cię w końcu widzę!- Powiedział Louis melodyjnie. Kiedy Michael chwycił mnie za rękę mina Louisa zrzedła. Domyśliłam się,  co było powodem jego zawiedzenia, bo przecież to właśnie JA byłam jego najlepszą przyjaciółką od żłobka, aż do czasów liceum. Spędziliśmy razem wiele wspólnych chwil, nie dziwię mu się, przecież teraz widzi mnie w objęciach innego mężczyzny.
   Louis przerwał moją zadumę mówiąc:
-Co ty tak właściwie tutaj robisz?
-Heloł, ja tu mieszkam :) A przy okazji studiuję. Prędzej ja zapytałabym się ciebie, co tutaj robisz.
-No wiesz, przyjechałem odwiedzić stare śmieci, ale tak ogółem, to wracam z pracy.
-Serio? A gdzie pracujesz?
-Wszystko ci opowiem później.
   Przeczułam, że zanosi się na długą rozmowę, i że Mikey nie jest za bardzo zainteresowany, dlatego dałam mu mój plecak, a on poszedł do auta i... zasnął.
   Moja rozmowa z Louisem trwała bardzo długo. Przy okazji piliśmy herbatę i zajadaliśmy kanapki z serem. Wymieniliśmy się numerami telefonów i wszystkimi innymi danymi. Było już strasznie późno, więc zapytałam się Lou, czy ma gdzie spać:
-Tak, mam swój wóz.
-Ach, tak.... A jest w nim wygodnie? ;)
-Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy nie sprawdzałem. :)
-To może chcesz spać z nami w aucie?
-Nie, Annie, naprawdę, nie trzeba.
-To poczekaj na mnie, pójdę cię odprowadzić, tylko kupię sobie tutaj szczoteczkę, pastę do zębów, mydło, waciki i płyn do demakijażu.
-Ok, jak chcesz- otrzymałam odpowiedź. Jedząc kanapki trochę nakruszyliśmy, więc poprosiłam obsługę stacji o jakąś szczotkę. Dostałam miotłę i wzięłam się do sprzątania, podczas gdy Loui łaził naokoło stacyjnego sklepu. Zanim zdążyłam posprzątać do końca, stanął przede mną z reklamówką z logo stacji w ręce. Wstałam, a Lou wręczył mi tę siatkę. Zajrzałam, a w niej zobaczyłam...
Wszystkie potrzebne mi rzeczy!
-Sorry, Lou, nie mogę- Wykonałam śmieszny gest, próbując oddać mu tę reklamówkę
-Potraktuj to jako prezent- Puścił mi oczko, co zupełnie mnie rozkleiło.
-Dziękuję.- Wtuliłam się w niego i poczułam niezwykłą miękkość jego swetra.
-Ależ nie ma za co...- Westchnął.

niedziela, 30 września 2012

Imagine 1D "Live While We're Young" cz.1

-No, cześć kochana, do zobaczenia wieczorem.- Odezwał się głos w słuchawce telefonu.
   Był to mój narzeczony, miał na imię Michael, pochodził ze Stanów. Znaliśmy się grubo ponad 5 lat. Zazwyczaj rozmawiałam z nim po angielsku, po polsku umiał bardzo niewiele.
   Tydzień temu wyjechał do pracy, więc zadzwonił do mnie i poinformował , że przyjedzie do mojego domu, żeby nareszcie się ze mną spotkać i odpocząć od monotonnej codzienności. Niesamowicie się ucieszyłam, bo za każdym razem kiedy wyjeżdżał, było mi nudno. Zostawałam w domu sama, tylko z moim psem, Serwusem, który skłonny był tylko do zabawy. Było około godziny 13, a ja cały czas chodziłam w piżamie. "Dość już tego!"- pomyślałam i w podskokach pognałam do łazienki wziąć zimny, orzeźwiający prysznic. Potem wsiadłam na komputer i tak jakoś minął mi cały dzień. Tak około godziny 19:30, kiedy robiło się już ciemno, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam "Michael is calling", więc bez większego zastanowienia odebrałam i radosnym głosem powiedziałam:
-Halo?
-Hej Ania, mam 2 wiadomości. Dobrą i złą.
-Tak?
-Więc, ta dobra jest taka, że jestem już w mieście...
-To świetnie!
-A zła jest taka, że był jakiś straszny wypadek samochodowy, skończyło mi się paliwo i nie mam przy sobie ani grosza.
-I...? A może powiesz mi, gdzie jesteś?
- Jestem przy stacji benzynowej. Tej przy wylotowej.
-To genialnie!!! Kup paliwo i wpadaj!
-Ale za co, jak nie mam kasy?
-Och, faktycznie. Zapomniałam.
-Posłuchaj, skarbie. Myślę, że dam sobie jakoś radę. Prześpię tę noc na parkingu obok stacji. Wydaje mi się, że w bagażniku mam jakieś picie i ze 2 batony. Nie martw się, przeżyję ;)
-Mikey- powiedziałam do niego pieszczotliwie- kocham cię.
-Annie-odmienił moje imię po angielsku- Ja ciebie też.
-Dobranoc.
-Papa, kochana.
Rozłączyłam się i zaczęłam długo rozmyślać nad tym, co teraz będzie. Nie może być tak, że ja sobie śpię w wygodnym łóżku, w ciepłym domku, a on marznie na fotelu w aucie. Nie, stanowcze nie!
   Ubrałam się szybko w jakieś cieplejsze ubrania, wygodne buty i wzięłam trochę kasy do portfela. Wsiadłam na rower i pojechałam w stronę stacji. Na plecach miałam plecak wypchany ciepłą herbatą w termosie, trochę kanapek z żółtym serem i koc-tak na wszelki wypadek. Po godzinie drogi, wreszcie dotarłam na stację, ujrzałam Lange Rovera Michaela, ale jego samego nie zastałam. Odstawiłam rower i poszłam na poszukiwania. Było mi ciężko, bo nie miałam latarki, więc drogę oświetlałam sobie telefonem. Nie mogłam znaleźć mojego narzeczonego, więc zadzwoniłam do niego:
-Hej, gdzie jesteś?
-No na stacji, mówiłem ci.
-No tak, ale ja przyjechałam do ciebie rowerem, a cię tu nie ma?
- Jak to? Jesteś tutaj?
W tym momencie zobaczyłam Michaela wychodzącego z budynku stacji. Że też nie przyszło mi do głowy poszukać w środku! Ale nie ważne, najważniejsze, że znów jesteśmy razem. Pocałował mnie w policzek i zaczął opowiadać:
-Wiesz, że nie za dobrze mówię po polsku...
-No...?
- Na początku trochę bałem się wejść do środka i zdobyć kilka informacji, ale w końcu odważyłem się. I powiedziałem coś w stylu:
-"Ktoś pomagać ja?"
Wybuchnęłam śmiechem, bo byłam zauroczona znajomością języka Polskiego przez mojego przyszłego męża. On uśmiechnął się szeroko i celowo szturchnął mnie łokciem.
-No, kontynuuj.
-Więc... Powiedziałem to polskie zdanie i podszedł do mnie jakiś facet. Okazało się, że jest Anglikiem i też wraca do domu z pracy! Co z zbieg okoliczności, prawda!?
-Serio? To fajnie!
-Chodź przedstawię ci go.

Hejka :)

Cześć wszystkim Directionerom!

   Jestem Ania, mam 13 lat, jestem fanką Michaela Jacksona, ale ostatnio jedna dziewczyna (współautorka tego bloga, którą jeszcze poznacie) wciągnęła mnie w 1D-FAZZĘ- tak to sobie nazywamy :>
   One Direction poznałam niedawno, bo dopiero w maju. Oczywiście, wcześniej coś obiło mi się o uszy,  ale nie zwracałam na to większej uwagi. 1D było wszędzie. Na bestach, kwejku, fejsie, twitterze, w TV, nawet moje koleżanki jarały się "What makes you beautiful". (Przyznam się wam, że nigdy nie słyszałam tej piosenki w radiu :P)
   Przyjechałam do koleżanki na majówkę, a ona powiedziała, że pokaże mi, która piosenka się jej podoba. Jak zwykle, z charakterystycznym dla siebie optymizmem odpowiedziałam, że chętnie posłucham, a ona puściła mi znaną skądś piosenkę. Nie znałam ani tytułu, ani wykonawcy, ale czułam się tak, jakbym słyszała ją po raz 1655135168262687.
  Nie wytrzymałam i spytałam:
-Ola, powiedz mi, kto to śpiewa?
   Ola, jako wielka miłośniczka koni i wszystkiego co z nimi związane nie za bardzo interesowała się karierą muzyczną przeróżnych zespołów, dlatego na moje pytanie odpowiedziała:
- Jakiś tam "Dizajrekszon".
-Yyyy, chyba raczej One Direction- odparłam, nie będąc do końca pewna tego, co powiedziałam.
-Tak, chyba tak. Fajna nuta, nie?
-Nooo, wiesz? Znam ją, ale nie wiem skąd... :)
-Pewnie Sylwia ci puszczała...
-Może...Kto wie?
   Po powrocie do domu wsiadłam na laptopa, odebrałam spamy zrobione przez moich kochanych znajomych i wreszcie wpisałam w wyszukiwarkę YouTube te słowa:
                                                        One Direction
   Podłączyłam słuchawki, poczekałam
, aż filmik mi się załaduje, kliknęłam "Play" i... Przez 3 minuty i 27 sekund siedziałam nieruchomo przed ekranem monitora i gapiłam się w te piękne twarze, ciała i oczywiście krajobrazy ;)
  Tak, czy tak, jarałam się Jacksonem (z resztą nadal się jaram), a One Direction zawsze było jakoś z boku. Jako przyjaciółka Directionerki miałam zaliczone wszystkie ich teledyski, koncert na DVD, wszystkie videodiary...
  Ale teraz wszystko się zmieniło. Od kiedy 1D wydali swój singiel z teledyskiem "Live While We're Young", stałam się Directionerką. [z czego ucieszyła się Sylwia]

   Razem z nią będziemy tu pisać imaginy właśnie o One Direction. Chociaż jest ich już pełno, postaramy się, żeby nasze były wyjątkowe. Prosto z serca, prawdziwe, nieudawane, pisane z myślą o chłopakach.
   Dziękuję, za to, że jesteście, pamiętajcie o trzymaniu się razem bez względu na wszystko.
   Pozdrawiam was wszystkie :D