niedziela, 14 października 2012

"Live While We're Young" cz. 8

***

   Taksówkarz bezpiecznie dowiózł mnie na miejsce. Domek, w którym miałam mieszkać nie był duży, ale bez problemu pomieściłaby w nim się 6-cio osobowa rodzina. Od zewnątrz miał białe ściany, niżej pokryty był odsłoniętą cegłą. Miał orzechowe, szerokie drzwi i był 1-piętrowy.
   Byłam pewna, że klucze, które dostałam od rektora mam spakowane gdzieś do walizki. I nie myliłam się. Trzy klucze na breloku przetrwały podróż w najmniejszej przedniej kieszonce. Szybko otworzyłam moje nowe tymczasowe mieszkanie, żeby iść już wreszcie spać. Z trudem "dopełzłam" do dużej, nowoczesnej sypialni i jakby nigdy nic, zwaliłam się na łóżko i od razu zasnęłam

***
Obudził mnie telefon Nawet nie miałam siły, popatrzeć, kto dzwoni:
-Halo?
-No hej Annie! Jak tam podróż? Jesteś już w domu?
-Hej... Ale... Z kim rozmawiam?
-Annie, co z tobą...? Tu Lou... :)
-A, sorry. Wiesz... Spałam. Dopiero co wróciłam z lotniska i od razu zasnęłam.
-Czyli twój samolot się spóźnił?
-Nie, nie! Wszystko było na czas!
-No to... Wylądowałaś na Heathrow?
-Tak...? Czemu pytasz?
-Hahaha- Louis zaśmiał się- Ty wiesz, że już jest 10 rano, prawda?
-CO!?
-No tak! Myślałem, że już nie śpisz...
-O Boże... Taka byłam zmęczona, że spałam aż do teraz, a gdybyś mnie nie obudził, spałabym jeszcze dłużej. Dzięki ;)
-Annie...-Powiedział szeptem- Cholernie za tobą tęsknię, proszę, spotkajmy się...
-Louis... Mam do ciebie sprawę.-Bałam się spytać go o ten zespół, bo sama nie wierzyłam, że on naprawdę może być super gwiazdą. Od dziecka miał piękny głos, którym zachwycała się moja mama. Zawsze mówiła coś w stylu: "Aniu, posłuchaj, jak ten Louis pięknie śpiewa! Ach, cudownie!"
-Tak? Jaką sprawę?
-Mam pomysł. Przyjedź około południa pod London Eye. Musimy pogadać.
-O której?
-O 12.
-Dobrze... Będę, obiecuję.
-Świetnie! No, to do zobaczenia.
-Pa, będę tęsknił..
-No, hej...

   Powlokłam się do łazienki- już trochę przebudzona- ale nadal śpiąca. Wzięłam prysznic i poszłam na uczelnię. Dali mi rozkład zajęć. Lekcje miałam tylko 3 razy w tygodniu- w poniedziałek, wtorek i środę. Zaczynałam o 8:00, a kończyłam o 14:00. Czyli od czwartku do niedzieli miałam weekend. Super! Powiedzieli mi też, że zaczynam od następnego tygodnia.
   Nareszcie się normalnie wyśpię!

"Live While We're Young" cz.7

***

   Byłam zła. Najnormalniej na świecie zła na Louisa, że mi nie powiedział. Czemu mi nie powiedział? Czy coś by mu się stało? Czy coś by mi się stało?
   Ok, przez drugie pół drogi na lotnisko byłam wściekła, ale trochę ochłonęłam, kiedy  razem z Michaelem czekaliśmy na komunikat dotyczący mojego samolotu. Wreszcie się doczekaliśmy. Poszłam do odprawy i z wielką dumą wkroczyłam na schody prowadzące na pokład samolotu. Ledwo co zdążyłam się obejrzeć za siebie, ale zobaczyłam jeszcze w tłumie ludzi mojego narzeczonego machającego do mnie tak, jakby już nigdy więcej miał mnie nie zobaczyć.
   Weszłam na pokład, zajęłam swoje miejsce i uważnie słuchałam poleceń stewardessy dotyczących zakładania maski tlenowej. Tę regułkę znałam już na pamięć, bo kiedy byłam mała, moja mama kazała mi się pilnie przyglądać. Tak mi zostało do dziś.
   Siedziałam obok jakiejś miłej kobiety. Była Polką, pochodziła z Legnicy- miała około 40 lat. Do Anglii jechała w odwiedziny do syna. Bardzo fajnie się z nią rozmawiało. Zajęło nam to całą podróż.
   Kiedy pilot powiedział, żeby zapiąć pasy bezpieczeństwa, posłuchałam go i w znaczący sposób uśmiechnęłam się do siedzącej obok mnie kobiety. Wylądowaliśmy bezpiecznie. Wyszłam z samolotu (jedyne co miałam przy sobie to dokumenty, portfel i butelka wody) i udałam się na halę lotniska.
   Heathrow było ogromne! 3x większe niż największe polskie lotnisko. Z trudem odnalazłam się na tym lotnisku. Zauważyłam, że większość ludzi zachowywało się podobnie jak ja- zdezorientowani, chodzili to w prawo, to w lewo, jakby nie mieli co ze sobą zrobić.
   Zabrałam ze sobą swoje bagaże i złapałam taksówkę. Brytyjska taksówka- kto by pomyślał, że to właśnie ona stanie się pierwszym angielskim akcentem w tym kraju? Podałam kierowcy papierek z nazwą ulicy, na której miałam mieszkać i tak zaczęła się moja przygoda w Londynie...

wtorek, 9 października 2012

"Live While We're Young" cz.6

***
   Byłam w drodze na lotnisko, (oczywiście odwoził mnie Michael, bo swojego prawa jazdy nie miałam) kiedy zadzwonił mi telefon. "Louis Tomlinson is calling". Odebrałam w trybie natychmiastowym.
-Hej Annie! Co porabiasz?
-Właśnie jadę na lotnisko.
-A gdzie wyjeżdżasz?
-Do Londynu. Biorę udział w wymianie studentów.
-Gdzie!? Do Londynu!?
-No tak...? Czemu jesteśtaki zdziwiony?
-Bo ja właśnie jestem w Londynie.
-A co tam robisz?
-Mieszkam. Hahahaha! To może się spotkamy?
-Jasne! Z wielką chęcią!
-Co z wielką chęcią?- Wtrącił się Michael
-Nic, cicho, skup się na drodze.- Odpowiedziałam Michaelowi- Lou, to nie do ciebie.
-Już myślałem, że do mnie mówisz- kontynuował Louis- Tak czy tak, wiesz może na którym uniwersytecie będziesz chodziła na wykłady?
    W tym momencie mój telefon zawibrował, dając mi przy okazji znać, że mam przychodzącą drugą rozmowę.
-Słuchaj Lou, jeszcze do ciebie zadzwonię, ale później, bo teraz nie mogę z tobą gadać, ok?
-Jasne, do zobaczenia, piękna.
-Hahahahaha, no pa :)
-Hej...
   Odebrałam rozmowę od Marty:
-Halo?
-Halo? No nareszcie! Ile można na ciebie czekać?
-No sory, ale gadałam z Louisem.
-Z Louisem? Tomlinsonem!?
-No tak.. Tym z liceum...
-No i właśnie w jego sprawie do ciebie dzwonię.
-Dlaczego? Coś się stało?
-Nie, skądże! Myślę, że właśnie się ucieszysz!
-No, słucham...
-Kojarzysz zespół One Direction?
-Już ci mówiłam, że znam, ale kojarzyć-to nie. Nie mam czasu nawet usiąść na neta.
-To słuchaj. Umrzesz.
-Nooo?- Zapytałam, udając znudzoną.-Dajesz.
-LOUIS TOMLINSON JEST CZŁONKIEM ZESPOŁU ONE DIRECTION!!!
-CO!? Jakie ty głupoty do cholery pieprzysz?
-No naprawdę! Przyrzekam ci! Kiedy go ostatnio widziałaś?
-W poniedziałek, a co?
-To wyślę ci MMS-a, to wtedy mi uwierzysz, ok?
-Dobra. Ok, ale i tak ci nie wierzę.
-Hahaha, zobaczysz, będziesz w takim szoku, że hej.
-Hahahaha, ok.

____________________________

   Około 1,5 minuty później dostałam MMS-a od Marty. Aż bałam się go otworzyć. Odważyłam się wreszcie i...
   Zobaczyłam Louisa z jakimiś innymi czterema chłopakami. Nad nimi widniał duży napis:

                                       "One Direction"

"Live While We're Young" cz.5

***

   Około godziny 16:30 wróciłam do domu. Byłam załamana psychicznie. Po spotkaniu z Louisem nie mogłam się pogodzić z tym, że jestem samotna. Michael całe dnie spędzał w pracy, czasami nie przyjeżdżał na noc do domu. Było mi smutno, bo czasami nie miałam się do kogo przytulić, opowiedzieć o swoich problemach, aspiracjach i obawach.
   Kiedy wchodziłam do domu, zauważyłam, że w skrzynce jest jakiś list. Wyciągnęłam go z koperty i przeczytałam:


      Z wielką radością pragnę poinformować panią, że została pani wyróżniona do wzięcia udziału w Międzynarodowej Wymianie Studentów, w dniach 1-30.10. b.r.
      Pani samolot wylatuje w dniu 30 września o godzinie 18:30 z lotniska im.Fryderyka Chopina w Warszawie. Doleci pani na lotnisko Heathrow w Londynie ok. godziny 19:30 czasu lokalnego.
      Na swoje konto bankowe otrzymała pani kwotę w wysokości 1000£ na ewentualne wydatki w trakcie podróży. Opłata za przelot, oraz opłata bagażowa zostały zapłacone przez Warszawskie Kuratoruim Oświaty.
      Życzę miłego pobytu za granicą,


Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie


Oprócz listu, w kopercie znalazłam też bilet na samolot i dwie wejściówki na London Eye! Muszę szybko zadzwonić do mamy!

*kilka minut później*

-Hej mamo, jak tam w górach?
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie Bieszczady są piękne o tej porze roku! Jesień jest cudowna! A co tam u ciebie słychać?
-Wiesz co??
-No...?
-Przyjęli mnie na wymianę studentów!
-SERIO!? Gdzie jedziesz?
-Do Londynu! Wszystko zapłacone, a ja dostałam jeszcze 1000£, bilet lotniczy i wejściówki na London Eye!
-To genialnie! Na ile wyjeżdżasz?
-Na miesiąc. Równe 30 dni. Cały październik.
-To bardzo się cieszę Aniu! Zaraz powiem tacie, ciekawe co on na to...
-Dobra mamo, muszę kończyć, mam jutro egzamin z angielskiego.
-Dobrze, córciu, myślę, że jeszcze pogadamy.
-Tak, obiecuję.
-Papa, kocham cię.
-Ja ciebie też.
   
   Skończyłam gadać z mamą i od razu zadzwoniłam do Mikey'a. Rozmowa wyglądała identycznie, tyle tylko, że na końcu dodał jeszcze:
-Przepraszam kochanie, ale nie wrócę dzisiaj do domu.
-To kiedy się spotkamy?
-Myślę, że jutro wieczorem. Dobrze?
- Mmmmmm...
-Wypożyczę film i sobie go wieczorkiem oglądniemy...
-W takim razie, stoi.
-Papa ;)

   Pożegnałam się z Michaelem, pobawiłam się z psem i od razu zajęłam się pakowaniem, chociaż do wylotu miałam jeszcze 4 dni.
   Miałam zamiar iść jutro do Rektora mojej uczelni, żeby popytać o szczegóły. Zadzwonię jeszcze do dziewczyn! Koniecznie! Ola, Sylwia i Marta muszą się o tym dowiedzieć!

niedziela, 7 października 2012

"Forever Young" cz. 11

Gdy się obudziłam była 9.30. Późno, jak na mnie. Na hotelowym łóżku spało mi się cudownie, chociaż wczoraj do jakiejś 23.30 nie mogłam zasnąć. Myślałam o pocałunku z Louisem, o Ani i Monice, które na pewno mnie szukają i o moim najskrytszym marzeniu, które właśnie poprzedniego dnia się spełniło. Nie mówię tu o wyjeździe do Londynu, tylko o Louisie. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że to, że go poznałam wcale nie było snem, czy halucynacją :). Chociaż martwiłam się, że jestem tak daleko od przyjaciół, że pewnie szuka mnie policja. Ale Louis... Dzięki niemu wszystkie moje zmartwienia znikały, kiedy tylko przypomniał mi się obraz jego wspaniałej osobie. Nic innego się nie liczyło, tylko on.
Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, jak promień zimowego słońca próbuje dostać się do pokoju hotelowego. Zrzuciłam z siebie kołdrę, wstałam i rozchyliłam zasłony, aby napawać się pięknym widokiem na wschodni Londyn. Przez okno widziałam tłoczną ulicę, ludzi w zimowych płaszczach i czarne taksówki oraz zabawne, czerwone autobusy. Spojrzałam w lewo. Przed hotelem stały samochody i fotoreporterzy z ogromnymi aparatami. Pomyślałam: po co? Ale to mnie nie obchodziło, stwierdziłam tylko, że w Londynie kręci się wiele gwiazd i pewnie jedną z nich chcą przyłapać i zrobić z tego tanią sensację. Wtedy mnie olśniło! W hotelu jest Louis i to w pokoju obok mnie! Miałam nadzieję, że zaraz sobie odjadą. Szybko zasłoniłam firany i poszłam do łazienki.
Kiedy już wzięłam prysznic, umyłam włosy hotelowym szamponem usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor i słuchałam brytyjskich wiadomości. Chciałam wyjść z pokoju i zapytać się Louisa, czy wszystko w porządku, ale bałam się, że mogę mu tylko narobić problemów, wiedziałam, że na dole czają się fotoreporterzy.
Nagle ktoś szybko i nerwowo zapukał do drzwi. Ucieszyłam się, to na pewno Lou. Z uśmiechem na twarzy podbiegłam do drzwi i otworzyłam. Louis złapał mnie za ramiona i popchnął do środka z powrotem. Widać było, że coś go denerwuje. Zamknął szybko za sobą i ciągle mnie trzymając troskliwie zapytał:
- Wszystko w porządku?
- Tak, a  z tobą? Widziałam paprazzi przed hotelem. Namierzyli cię?
- Na szczęście jeszcze mnie nie widzieli. Po to przyszedłem, wiedzą w którym pokoju jestem.- z jego twarzy odczytałam, że bardzo się martwi. Przytuliłam się do niego.- Mogę z tobą tutaj zostać?
- No jasne.- odparłam ciągle go przytulając.
No jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Usiedliśmy na beżowo złotej kanapie w staroświeckim stylu. Louis mocno trzymał mnie za rękę i patrzył mi się w oczy.
- Nie mamy jak zejść na śniadanie- zaśmiał się.- Masz może gdzieś kartę Room Service?
Dobrze wiedziałam gdzie leży ta karta. Wczoraj wieczorem natknęła mi się w oczy. Podeszłam do biurka i wzięłam cienką kartę z nazwami potraw, których nawet nie umiałam dobrze przeczytać. Podałam ją Lou, który zaczął czytać:
- Jejku, jakie nazwy! Nigdy takiego czegoś nie jadłem!- popatrzył się na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Ja też nie. Wiem jedynie co to jest jajko z kawiorem.- uśmiechnęłam się, a Louis odwzajemnił.
- Może zamówmy po prostu tosty i jajecznicę? Nie gustuję w wykwintnym jedzeniu.
Przytaknęłam zgadzając się.
Śniadanie zamówiliśmy przez pokojowy telefon. Gorąca jajecznica i chrupiące, rumiane tosty przyniósł kelner ubrany w czerwoną kamizelkę. Usiedliśmy przy stoliku w moim pokoju i zaczęliśmy jeść.
- Odwiózłbym cię dzisiaj do domu, ale fotoreporterzy nie pozwalają mi wyjść z hotelu- Lou zaczął rozmowę.
Sama się sobie dziwiłam, ale wcale nie miałam ochoty jechać do domu! Chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Louisem. Nie pamiętałam o Ani, o Monice, o wczorajszej kradzieży.
- Chcę tu z tobą zostać.- powiedziałam.
- Ja też nie chcę cię opuszczać, ale rodzina cię szuka! Martwią się o ciebie!
Miał rację. Niestety.

sobota, 6 października 2012

"Forever Young" cz. 10

Ciągle stałam w objęciach Louisa, opowiedziałam mu, co tak naprawdę się stało. Chociaż praktycznie się nie znaliśmy- praktycznie, bo ja znałam go jedynie z kolorowych gazet i plakatów, a on mnie z kawiarni- wysłuchał mnie tak, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi i znali się od lat. Nic nie mówił, tylko ciągle mnie przytulał. W pewnej chwili popatrzył się na mnie, a potem na swój samochód.
- Wsiadaj!- spontanicznie powiedział Louis.
- Proszę?- zdziwiłam się.
- Wsiadaj do samochodu. Nie zostawię cię samej na ulicy, w środku Londynu, w środku nocy!- Louis uśmiechnął się do mnie.
Ucieszyłam się w duchu. Posłusznie wsiadłam do samochodu.
- Gdzie mnie zabierasz?- spytałam, gdyż zorientowałam się, że nie wiem, gdzie jedziemy.
- Musisz coś zjeść- Louis odwrócił głowę w moją stronę.
- Ale ja nie mam pieniędzy...
- Ale ja mam- Louis uśmiechnął się.- Tylko jest mały problem. Wszystkie restauracje są już pozamykane. Chyba że...
Zatrzymaliśmy się przy maleńkim barze z szyldem "Fish & Chips".
- Co powiesz na prawdziwą angielską kolację?- uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wyszedł z samochodu, po czym otworzył mi drzwi.
Weszliśmy do baru i usiedliśmy przy stoliku. Louis pokazał młodej sprzedawczyni dwa palce, co miało pewnie oznaczać "Ryba z frytkami razy 2, poproszę!". Ja tylko siedziałam i patrzyłam na niego, nie mogłam uwierzyć, że właśnie siedzę z nim przy stoliku i najnormalniej w świecie rozmawiamy.
- Em... - zaczął Louis- Ciągle nie wiem, jak masz na imię.- zaśmiał się uroczo.
- Sylwia.- uśmiechnęłam się pierwszy raz od jakichś 8 godzin.
- Śliczne imię.- Louis popatrzył mi się w oczy. Poczułam się nieswojo, a jednocześnie cudownie.
- Dziękuję.
- Mówiłaś, że nie jesteś stąd. To skąd jesteś?
- Z Polski. Przyleciałam z przyjaciółką na 2 tygodnie. Głównie na wasz koncert...
Louis uśmiechnął się szeroko, a sprzedawczyni przyniosła nam rybę i frytki.
Po wyjściu z baru Louis nie chciał mi powiedzieć, gdzie zamierza mnie zabrać. Dopiero po 15 minutach dojechaliśmy pod pięciogwiazdkowy hotel. Lou posłał mi wesołe spojrzenie. Byłam mu bardzo wdzięczna, że tak mi pomaga, ale nie sądziłam, że zrobi dla mnie tak wiele. Pięciogwiazdkowy hotel?
- Nie mogę... - spuściłam głowę.
Louis podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy.
- Możesz. Musisz! Musisz się przespać i przede wszystkim odpocząć. - przytulił mnie, a ja jakby nigdy nic oparłam głowę na jego ramieniu.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc odparłam tylko:
- Dziękuję.
Weszliśmy do hotelu, Louis stanął przy recepcji.
- Poproszę dwa pokoje obok siebie na jedną noc ze śniadaniem- powiedział uprzejmie.
Recepcjonistka podała mu dwie karty otwierające drzwi. Louis wyciągnął z portfela 400 £ i podał recepcjonistce. Zaprowadził mnie do windy. Wjechaliśmy na drugie piętro, potem Louis podał mi moją kartę.
- Dobranoc- powiedział cicho.
- Dobranoc. - odpowiedziałam- I dziękuję za wszystko, co dla mnie robisz.
Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Był przepiękny, w barwach złota i czerwieni. Wysokie łóżko pokryte było bordową narzutą ze złotymi frędzlami. Okna zasłonięte były ciężkimi firanami. Podłogę pokrywała beżowa wykładzina, a meble były zrobione z naprawdziwszego ciemnego drewna. Jeszcze nigdy nie byłam w tak ekskluzywnym hotelu!
Ściągnęłam buty i płaszcz, po czym z uśmiechem na twarzy położyłam się na łóżku. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nie interesowało mnie to, kto to może być, ale w 99% to Louis. Tylko po co?
Otworzyłam drzwi. Przede mną stał Louis.  Zanim zdążyłam zapytać się o co chodzi Lou podszedł jeszcze bliżej, obją mnie i pocałował. Było cudownie, była to zdecydowanie najpiękniejsza chcwila w moim życiu. Jego usta były delikatne, lekko spierzchnięte. Po chwili czule go objęłam. Nagle Lou odsunął się ode mnie i wyraźnie zawstydzony wyjąkał:
- Przepraszam, jeśli byłem zbyt natarczywy. Pójdę już do pokoju...
- Czekaj!- krzyknęłam, a Lou odwrócił się- Nie musisz przepraszać!
Podbiegłam go niego i mocno przytuliłam. W tej chwili zapomniałam całkiem o tym, co stało się 9 godzin temu. Czułam się cudownie.

środa, 3 października 2012

"Forever Young" cz.9

 Zbliżał się wieczór. IPhone mi się rozładował, nie było już szans, na żadne telefony od Ani i Moniki. Było mi cholernie zimno, a na herbatę 30 pensów raczej by nie wystarczyło. Byłam przekonana, że mnie szukają, ale nie byłam pewna, czy mnie znajdą jeszcze dzisiaj. Ni miałam gdzie przenocować. Oczywiście, Londyn tętni życiem w nocy, nie muszę spać, ale dalej nie zorientowałam się gdzie dokładnie jestem. Postanowiłam, że jedynym wyjściem będzie posiedzenie trochę w jakimś nocnym klubie, choćby po to, żeby trochę się rozgrzać. Ale nie było pewności, że znajdą mnie jutro, pojutrze, za tydzień...
 Podeszłam trochę dalej. Nie miałam żadnego jedzenia, ale z tych nerwów, smutków i łez nie zupełnie straciłam apetyt. Dochodziła 23, ulice już trochę ucichły, szczególnie, że znajdowałam się na jakiejś podejrzanej dzielnicy Londynu. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłam nightclub, więc szybko przebiegłam przez przejście. Otworzyłam drzwi, po czym poczułam papierosy i alkohol oraz głośną muzykę. Kaszląc i dławiąc się ogromną ilością dymu, szybko poruszałam się do tyłu, w stronę drogi. Nagle usłyszałam, jak ktoś bardzo gwałtownie hamuje, a ja znajdowałam się na środku ulicy, nie zorientowałam się nawet, kiedy znalazłam się na drodze! Byłam tak zdołowana, że nawet nie chciało mi się spojrzeć w stronę kierowcy auta. Prawie że spowodowałam wypadek! Wkurzony kierowca wyszedł z samochodu głośno trzaskając drzwiami.
*po angielsku*
- Kobieto! Co ty sobie do licha wyobrażasz!- krzyczał kierowca, a ja dalej stałam na środku ulicy ze spuszczoną głową- To jest ulica, a nie chodnik!
Człowiek ten był już blisko mnie, staliśmy oko w oko, tyle, że ja wcale nie miałam ochoty na niego patrzeć. Mój poziom frustracji ponownie wzrósł. Wiedziałam, że prędzej, czy później wybuchnę płaczem. Kierowca dalej stał blisko mnie, czułam jego ciepły oddech na mojej twarzy. Bez słowa podniosłam głowę, popatrzyłam się na niego. To znów był ON. Serce zabiło mi szybciej. Myślałam, że mam halucynacje z głodu i zimna, byłam na skraju wyczerpania fizycznego. Nie wiedziałam, co mam robić, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Gdy zorientował się, widząc moją twarz, że skądś mnie zna, na jego twarzy, po złej minie pojawił się ciepły uśmiech. A ja stojąc jak słup wpatrywałam się w jego śliczne oczy.
- Coffee Lady?- melodyjnym głosem zapytał się dziwnie.
Nie wiedziałam, o co chodzi i cicho i smutno wyjąkałam:
- P... proszę?
- Coffee Lady! Pani z kawiarni!- wykrzyknął wesoło.
- Aaaaa, no tak... Louis...?- przy ostatnim słowie złamał mi się głos. Patrzyłam w jego zielono- niebieskie oczy, a on ciągle się do mnie uśmiechał. Po chwili wybuchnęłam płaczem.
Nie zwracając uwagi na to, kim jest Louis, nie zwracając uwagi na to kim jestem ja przytuliłam się do niego, a on nic nie mówiąc głaskał mnie po ramieniu. Było to najpiękniejsze uczucie w moim życiu, ale kiedy zorientowałam się, co robię, przytulając Louisa Tomlinsona, wielką gwiazdę muzyki wyrwałam się z jego ramion i rzuciłam "Muszę iść!" przez płacz. Nie zdążyłam ujść 10 metrów, kiedy usłyszałam jego głos:
- Czekaj!
Odwróciłam głowę w jego stronę i szłam dalej, chociaż tak naprawdę nie miałam dokąd iść.
- Dlaczego płaczesz?- znów go usłyszałam. Zmiękły mi kolana. Stałam tak bez ruchu zasłaniając twarz dłońmi. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Że mnie okradli? Że nie mam gdzie się podziać? Że nie mam żadnych pieniędzy i telefonu? Szkoda było się męczyć.
Louis podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Powiedz mi natychmiast, co się stało!- krzyknął, ale bardzo czułym głosem.
- Nie ważne... Nie zrozumiesz...
- Masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz!
Zawahałam się.
- Ja...- zaczęłam.
- Tak...?- ciągle mnie nie puszczał. Trzymał mnie tak mocno, że nawet, jeśli chciałabym się wyrwać, nie miało by to sensu.
- Ja... Okradli mnie. Od 7 godzin nie mam pieniędzy i telefonu. Nie mam się gdzie podziać. Nie jestem stąd, nie wiem nawet, na jakiej ulicy teraz jestem.- Po tych słowach zakryłam twarz dłońmi. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu.
Louis przytulił mnie, a ja miałam wrażenie, że ta chwila trwa wieczność.