Zbliżał się wieczór. IPhone mi się rozładował, nie było już szans, na żadne telefony od Ani i Moniki. Było mi cholernie zimno, a na herbatę 30 pensów raczej by nie wystarczyło. Byłam przekonana, że mnie szukają, ale nie byłam pewna, czy mnie znajdą jeszcze dzisiaj. Ni miałam gdzie przenocować. Oczywiście, Londyn tętni życiem w nocy, nie muszę spać, ale dalej nie zorientowałam się gdzie dokładnie jestem. Postanowiłam, że jedynym wyjściem będzie posiedzenie trochę w jakimś nocnym klubie, choćby po to, żeby trochę się rozgrzać. Ale nie było pewności, że znajdą mnie jutro, pojutrze, za tydzień...
Podeszłam trochę dalej. Nie miałam żadnego jedzenia, ale z tych nerwów, smutków i łez nie zupełnie straciłam apetyt. Dochodziła 23, ulice już trochę ucichły, szczególnie, że znajdowałam się na jakiejś podejrzanej dzielnicy Londynu. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłam nightclub, więc szybko przebiegłam przez przejście. Otworzyłam drzwi, po czym poczułam papierosy i alkohol oraz głośną muzykę. Kaszląc i dławiąc się ogromną ilością dymu, szybko poruszałam się do tyłu, w stronę drogi. Nagle usłyszałam, jak ktoś bardzo gwałtownie hamuje, a ja znajdowałam się na środku ulicy, nie zorientowałam się nawet, kiedy znalazłam się na drodze! Byłam tak zdołowana, że nawet nie chciało mi się spojrzeć w stronę kierowcy auta. Prawie że spowodowałam wypadek! Wkurzony kierowca wyszedł z samochodu głośno trzaskając drzwiami.
*po angielsku*
- Kobieto! Co ty sobie do licha wyobrażasz!- krzyczał kierowca, a ja dalej stałam na środku ulicy ze spuszczoną głową- To jest ulica, a nie chodnik!
Człowiek ten był już blisko mnie, staliśmy oko w oko, tyle, że ja wcale nie miałam ochoty na niego patrzeć. Mój poziom frustracji ponownie wzrósł. Wiedziałam, że prędzej, czy później wybuchnę płaczem. Kierowca dalej stał blisko mnie, czułam jego ciepły oddech na mojej twarzy. Bez słowa podniosłam głowę, popatrzyłam się na niego. To znów był ON. Serce zabiło mi szybciej. Myślałam, że mam halucynacje z głodu i zimna, byłam na skraju wyczerpania fizycznego. Nie wiedziałam, co mam robić, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Gdy zorientował się, widząc moją twarz, że skądś mnie zna, na jego twarzy, po złej minie pojawił się ciepły uśmiech. A ja stojąc jak słup wpatrywałam się w jego śliczne oczy.
-
Coffee Lady?- melodyjnym głosem zapytał się dziwnie.
Nie wiedziałam, o co chodzi i cicho i smutno wyjąkałam:
- P... proszę?
- Coffee Lady! Pani z kawiarni!- wykrzyknął wesoło.
- Aaaaa, no tak... Louis...?- przy ostatnim słowie złamał mi się głos. Patrzyłam w jego zielono- niebieskie oczy, a on ciągle się do mnie uśmiechał. Po chwili wybuchnęłam płaczem.
Nie zwracając uwagi na to, kim jest Louis, nie zwracając uwagi na to kim jestem ja przytuliłam się do niego, a on nic nie mówiąc głaskał mnie po ramieniu. Było to najpiękniejsze uczucie w moim życiu, ale kiedy zorientowałam się, co robię, przytulając Louisa Tomlinsona, wielką gwiazdę muzyki wyrwałam się z jego ramion i rzuciłam "Muszę iść!" przez płacz. Nie zdążyłam ujść 10 metrów, kiedy usłyszałam jego głos:
- Czekaj!
Odwróciłam głowę w jego stronę i szłam dalej, chociaż tak naprawdę nie miałam dokąd iść.
- Dlaczego płaczesz?- znów go usłyszałam. Zmiękły mi kolana. Stałam tak bez ruchu zasłaniając twarz dłońmi. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Że mnie okradli? Że nie mam gdzie się podziać? Że nie mam żadnych pieniędzy i telefonu? Szkoda było się męczyć.
Louis podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Powiedz mi natychmiast, co się stało!- krzyknął, ale bardzo czułym głosem.
- Nie ważne... Nie zrozumiesz...
- Masz mi powiedzieć, dlaczego płaczesz!
Zawahałam się.
- Ja...- zaczęłam.
- Tak...?- ciągle mnie nie puszczał. Trzymał mnie tak mocno, że nawet, jeśli chciałabym się wyrwać, nie miało by to sensu.
- Ja... Okradli mnie. Od 7 godzin nie mam pieniędzy i telefonu. Nie mam się gdzie podziać. Nie jestem stąd, nie wiem nawet, na jakiej ulicy teraz jestem.- Po tych słowach zakryłam twarz dłońmi. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu.
Louis przytulił mnie, a ja miałam wrażenie, że ta chwila trwa wieczność.